Mysz, tuląc się do mnie, zauważyła małą ranę na mojej brodzie. Z rozpaczą krzyknęła:
- O nie, mamo! Zniscona jesteś!
13.10.08
12.10.08
Noce niespokojne
- FRANIU, ZOSTAW STATEK! - rozległ się dzisiejszej nocy w naszym łóżku rozdzierający krzyk. Natka właśnie pokazała nam, że ma wyjątkowo barwne sny. Nie słyszałam, żeby Tuś był przez sen zbyt rozmowny, więc pewnie umiejętność mówienia bez przebudzenia odziedziczyła po mnie. Co prawda siebie też nie słyszałam, ale zapewniono mnie swego czasu, że wygłaszam całkiem logiczne monologi. Ba, można ze mną dość sensownie porozmawiać, a nawet wytłumaczyć mi, że nie muszę w środku nocy szukać marchewki, tylko mogę spokojnie pójść spać. Ponoć przyjęłam pouczenie do wiadomości, powiedziałam "dobrze" i więcej się nie odezwałam. Tej nocy.
Mysz była nieco bardziej dramatyczna. Ale mogło być gorzej - mój tata opowiada przez sen dowcipy. Co gorsza opowiada je po niemiecku i do tego sam się z nich śmieje - to bywa dla współspacza najtrudniejsze do wytrzymania.
No tak, ale ja właściwie nie o tym chciałam... Od jakiegoś czasu dzieci sypiają w swoim pokoju. Królik jest tam zanoszony, ale Mysz już u siebie zasypia. Nad ranem zwykle do nas przychodziła. Najczęściej ładowała się do naszego łoża z wdziękiem słoniówny, choć bywało, że czasem budziliśmy się zdziwieni, bo spokojnie między nami spała, a my nie mieliśmy pojęcia kiedy i jak się u nas znalazła. Ostatnio jednak Mysz nie przychodzi. Gdy się w nocy obudzi, staje w drzwiach swojego pokoju i woła nas przez całe mieszkanie budząc przy tym oczywiście Króliczka. Wieczorami nie chce też sama iść do swojego pokoju - czeka z wyciągniętą łapką aż ktoś z nas ją zaprowadzi. Skąd wzięły się te nocne strachy? Otóż w naszym przedpokoju zamieszkały potwory! Pierwszy ukrył się w zwiniętym dywanie z ich pokoju (nie może zdobić zoo, bo po powrocie z pralni śmierdzi starym dywanem, więc trzeba go zanieść do innej pralni). Drugi ukrył się pomiędzy wiszącymi kurtkami. Kolejne mieszkają za oknem... Nie wiemy, skąd się u nas wzięły. Nie było ich w naszych bajkach, rysunkach ani kreskówkach. Mysz znała wcześniej Ciasteczkowego Potwora, Elmo i Grovera, ale one raczej nie mieszczą się w kategoriach straszenia. Wydawałoby się, że zadbaliśmy o to, żeby nasza dwulatka nie miała jeszcze powodów do strachu, a jednak potwory i tak nam wypełzły. Tak właściwie ja też pamiętam potwora z przedpokoju moich rodziców. Miałam też kilka pod łóżkiem...
No to mam teraz pytanie za sto punktów:
Skąd biorą się te paskudy do jasnej cholery?!
Mysz była nieco bardziej dramatyczna. Ale mogło być gorzej - mój tata opowiada przez sen dowcipy. Co gorsza opowiada je po niemiecku i do tego sam się z nich śmieje - to bywa dla współspacza najtrudniejsze do wytrzymania.
No tak, ale ja właściwie nie o tym chciałam... Od jakiegoś czasu dzieci sypiają w swoim pokoju. Królik jest tam zanoszony, ale Mysz już u siebie zasypia. Nad ranem zwykle do nas przychodziła. Najczęściej ładowała się do naszego łoża z wdziękiem słoniówny, choć bywało, że czasem budziliśmy się zdziwieni, bo spokojnie między nami spała, a my nie mieliśmy pojęcia kiedy i jak się u nas znalazła. Ostatnio jednak Mysz nie przychodzi. Gdy się w nocy obudzi, staje w drzwiach swojego pokoju i woła nas przez całe mieszkanie budząc przy tym oczywiście Króliczka. Wieczorami nie chce też sama iść do swojego pokoju - czeka z wyciągniętą łapką aż ktoś z nas ją zaprowadzi. Skąd wzięły się te nocne strachy? Otóż w naszym przedpokoju zamieszkały potwory! Pierwszy ukrył się w zwiniętym dywanie z ich pokoju (nie może zdobić zoo, bo po powrocie z pralni śmierdzi starym dywanem, więc trzeba go zanieść do innej pralni). Drugi ukrył się pomiędzy wiszącymi kurtkami. Kolejne mieszkają za oknem... Nie wiemy, skąd się u nas wzięły. Nie było ich w naszych bajkach, rysunkach ani kreskówkach. Mysz znała wcześniej Ciasteczkowego Potwora, Elmo i Grovera, ale one raczej nie mieszczą się w kategoriach straszenia. Wydawałoby się, że zadbaliśmy o to, żeby nasza dwulatka nie miała jeszcze powodów do strachu, a jednak potwory i tak nam wypełzły. Tak właściwie ja też pamiętam potwora z przedpokoju moich rodziców. Miałam też kilka pod łóżkiem...
No to mam teraz pytanie za sto punktów:
Skąd biorą się te paskudy do jasnej cholery?!
11.10.08
Krok do samodzielności
Franek właśnie zrobił kolejny krok w stronę usamodzielnienia się, a zaraz potem dwa następne. Gdy starsi zajęci byli jedzeniem, podpełzł skrycie do siostry, wywalił jej talerz na kołdrę, wybrał sobie pasemko kurczaka i zaczął pożerać pierwsze własnoręcznie upolowane mięso.
A kiedy tata zajęty był pisaniem bloga, podkradł się znowu i porwał jeszcze drugi kawałek i plasterek ziemniaka.
A kiedy tata zajęty był pisaniem bloga, podkradł się znowu i porwał jeszcze drugi kawałek i plasterek ziemniaka.
9.10.08
A teraz... pupa zebry!
Mysz ma swoją ukochaną układankę. Nie, wcale nie puzzle, właśnie układankę. Lubi ją tak bardzo, że każdy z drewnianych elementów zyskał swoje imię. Biorąc do ręki kolejne części tłumaczy na przykład:
- A teraz... buzia zebry. A teraz... głowa misia iii... sowa... iii... trąba słonia. A teraz... pupa zebry iii... nogi zebry. A teraz... uśmiech jeża i muchomorki (blueeee, niedobre!!!) iii... zęby korkodyla i... kokodyl i... ogon. A teraz... żyrafffa. I jeszcze... kanguzica iii... pempuszek. A teraz... małpka goryl iii...wiuwierka iii... pupa lwa iii... gziwa iii... lew iii... żółwik. I gotowe! Układamy jeszcze raz?
PS. Przy wieczornej modlitwie:
- Myszko, a o zdrówko dla kogo poprosimy?
- Tatusiowi, Małgosiowi, Zosiowi cioci [odwiedziły nas dziś], babci, dziadkowi.
- A Franiowi?
- Zabawkę!
- A teraz... buzia zebry. A teraz... głowa misia iii... sowa... iii... trąba słonia. A teraz... pupa zebry iii... nogi zebry. A teraz... uśmiech jeża i muchomorki (blueeee, niedobre!!!) iii... zęby korkodyla i... kokodyl i... ogon. A teraz... żyrafffa. I jeszcze... kanguzica iii... pempuszek. A teraz... małpka goryl iii...wiuwierka iii... pupa lwa iii... gziwa iii... lew iii... żółwik. I gotowe! Układamy jeszcze raz?
PS. Przy wieczornej modlitwie:
- Myszko, a o zdrówko dla kogo poprosimy?
- Tatusiowi, Małgosiowi, Zosiowi cioci [odwiedziły nas dziś], babci, dziadkowi.
- A Franiowi?
- Zabawkę!
7.10.08
Jak w polskim filmie
Niby nic się nie dzieje. Nie jesteśmy w ciąży, nie dostaliśmy w tym roku nagrody Nobla, nawet w lotka nie udało nam się wygrać (wiem, wiem - kupno losu podobno może w tym jakoś pomóc). A jednak. Jednak jest zupełnie inaczej ostatnio.
Prowadzimy rozmowy, czasem bardzo długie rozmowy, o jakich jeszcze niedawno nie przyszłoby nam do głowy śnić. Siostrzane to rozmowy, a przyjacielskie jak nigdy dotąd.
MysiKróliki szaleją. Mysz opowiada co rysuje:
- A teraz skrzydła. I nogi i ręki i paluszki i paluszki drugie i gotowe. Teraz Natka pokoloruje.
Dobrze, że mówi, co rysuje, bo w życiu bym się nie domyśliła, że to słoń.
Króliczek stoi, chwiejnie na razie, ale nabiera coraz większej pewności. Na widok siostry buzia rozpromienia mu się jak jeszcze nigdy dotąd.
Co się zmieniło, że świat wygląda zupełnie inaczej - jak to możliwe?
Chyba jestem szczęśliwa :)
Prowadzimy rozmowy, czasem bardzo długie rozmowy, o jakich jeszcze niedawno nie przyszłoby nam do głowy śnić. Siostrzane to rozmowy, a przyjacielskie jak nigdy dotąd.
MysiKróliki szaleją. Mysz opowiada co rysuje:
- A teraz skrzydła. I nogi i ręki i paluszki i paluszki drugie i gotowe. Teraz Natka pokoloruje.
Dobrze, że mówi, co rysuje, bo w życiu bym się nie domyśliła, że to słoń.
Króliczek stoi, chwiejnie na razie, ale nabiera coraz większej pewności. Na widok siostry buzia rozpromienia mu się jak jeszcze nigdy dotąd.
Co się zmieniło, że świat wygląda zupełnie inaczej - jak to możliwe?
Chyba jestem szczęśliwa :)
26.9.08
Aaaapsik! Aaaapsiaaa! Oooo psia... kostka!
Zaczęło się od kichnięcia, potem były wieczorne śmiechy, kolejne słowa, aż w końcu to. Przekleństwo spodobało się Myszy na tyle, że ze śmiechem zaczęła powtarzać je w kółko. Chronimy dzieciaki przed przekleństwami, więc zastanawiałam się, od kogo mogła się tego nauczyć. Kogo trzeba będzie poprosić o przytępienie języka w obecności naszych Skarbów? A może raczej powinnam cieszyć się, że nie podchwyciła czegoś ostrzejszego? W końcu to przeze mnie powiedziała kiedyś "chorljasna!", a dzięki mojej mamie z kolei "o, kurcze". Zza okna też dobiegają czasem dość mięsiste konstrukcje. W tej sytuacji "o, psia kostka" nie brzmi nawet tak źle, prawda?
W gruncie rzeczy bardzo się cieszę, bo ta nasza Myszka w chwilach największej złości wcale nie przeklina, choć charakterek ku temu już wykazuje. Zwykle przez zaciśnięte zęby mówi: "wśśściekła!" albo "oburzona!" Wielce dystyngowanie, przyznaję.
Na razie przestałam zajmować się psią kostką - może to nie jest najlepsza metoda, ale jakoś wydaje mi się, że problem zniknie, gdy tylko spotka się z brakiem reakcji. Wiadomo - jak nie ma reakcji, to po co się wysilać. W końcu namówiłam Myszkę na wieczorną porcję "buga", ulubionej ostatnio książki ("My First Princess Word Book" od mamy chrzestnej) pełnej różnych innych słów. Potem jeszcze wieczorna modlitwa, chwila zastanowienia, bo trzeba bardzo dokładnie wymienić tych, którym Myszka życzy zdrówka i już prawie można zasnąć. Jeszcze tylko koniec modlitwy:
- Aament. O, psia kostka!
W gruncie rzeczy bardzo się cieszę, bo ta nasza Myszka w chwilach największej złości wcale nie przeklina, choć charakterek ku temu już wykazuje. Zwykle przez zaciśnięte zęby mówi: "wśśściekła!" albo "oburzona!" Wielce dystyngowanie, przyznaję.
Na razie przestałam zajmować się psią kostką - może to nie jest najlepsza metoda, ale jakoś wydaje mi się, że problem zniknie, gdy tylko spotka się z brakiem reakcji. Wiadomo - jak nie ma reakcji, to po co się wysilać. W końcu namówiłam Myszkę na wieczorną porcję "buga", ulubionej ostatnio książki ("My First Princess Word Book" od mamy chrzestnej) pełnej różnych innych słów. Potem jeszcze wieczorna modlitwa, chwila zastanowienia, bo trzeba bardzo dokładnie wymienić tych, którym Myszka życzy zdrówka i już prawie można zasnąć. Jeszcze tylko koniec modlitwy:
- Aament. O, psia kostka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)