21.4.09

Awans społeczny

Stało się! Mysz właśnie została przyjęta do przedszkola!
I to do tego upatrzonego, choć Tuś przezornie zapisał ją do wszystkich 14 placówek publicznych w promieniu półtora kilometra. Dobrze jest mieszkać w starej dzielnicy. :)

Sobieradka

Mysz dziś od rana odżywia się paluszkami małosolnymi. W końcu schowałem je na środku blatu w kuchni, a krzesełka pochowałem pod stół. Po chwili Mysz przyszła do mnie, niosąc torbę paluszków.
- Sobie poradziłam.
- Jak? Wzięłaś krzesełko?
- Nie, sięgnęłam i udało się.
Pogratulowałem jej, co miałem robić...

20.4.09

Rykoszet

Może i uwielbienie pomarańczy świadczy o tym, że Mysz jest córką Tusia, ale temperament to odziedziczyła po mnie i już. Gdy się złości, to na całego, a gdy się wścieka, rykoszetem dostaje każdy w promieniu kilometra.
Dziś zezłościła się, że chcemy, żeby nasiusiała do nocnika (pani doktor tak polubiła mysie siuśki, że chciała przebadać je jeszcze raz). Do toalety to ona może się załatwić, ale żeby wymagać nocnika? No tego to już za wiele! Mysz wściekała się, wierzgała nogami, szarpała się, zabrała nawet nocnik, wołając:
- Wyrzucę ten brzydki nocnik na świat! - i z wściekłością cisnęła nim o podłogę w sąsiednim pokoju.
Królik, uosobienie dobroci (choć, jak wiadomo, też nie zawsze ;D), próbował załagodzić sytuację, tłumacząc jej po swojemu.
- Nie można mówić do ludzi "dadada"! To bez sensu! - wściekła się do reszty Mysz.
Moja córeczka ;)

19.4.09

Bo jesteśmy lekiem na całe zło...

Jak niektórym wiadomo, od kilku dni pustoszy nasze brzuchy i brzuszki rotawirus. No dobrze, na brzuszkach się wcale nie kończy... Myszogrodzka apteczka zamieniła się w składnicę niechcianych elektrolitów, antybiotyków, a nawet jednego drożdża. Gdy tylko dzieci nie śpią, mamy karmić je małymi porcjami rozgotowanej marchewki - gdyby tylko zechciały jeść, bo o lekach to już całkiem możemy zapomnieć...
Dziś wirus z całą mocą zaatakował Tusia. MysiKróliki natychmiast wykorzystały to do bezlitosnego, niekończącego się wtulania.
- Myszko, chciałabyś napić się wody?
- Nie.
- A chciałabyś soczek?
- Nie.
- Nie jesteś głodna? Co mogłabym ci dać do jedzenia?
- Yyyy... Zjadłabym... Ciebie! - roześmiała się radośnie Myszka.
Chyba wraca do zdrówka ;)

16.4.09

Wąż w ziołach

Myszy przydarzyła się infekcja układu wydalniczego. Pani doktor kazała jej pić sok z żurawiny na zakwaszenie moczu, żeby bakteriom utrudnić życie. W aptece znajoma farmaceutka wskazała nam syrop Herbapolu Żurawina z cytryną. Jednak złe oko tatusia wczytało się w etykietkę i oto, co tam znalazło:
"Zagęszczony sok z żurawiny 50% (0,32%)."
Czyli mówiąc po polsku soku z żurawiny w tym syropie jest 0,64%. To znaczy w butelce 420 g jest go 2,69 g. Jakoś nie wierzę, by tyle żurawiny znacząco zakwasiło siuśki Natki, nawet gdyby wypiła z gwinta całą butelkę syropu.
Pani farmaceutka jest nam życzliwa i nie wsadziłaby nas na minę. Wnioskuję, że mili państwo z Herbapolu Lublin świadomie i celowo wkręcają ten syf do apteki jako autentyczny produkt z żurawiny. Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do ich intencji, oto stosowna cytata ze strony produktu:
"Żurawina jest od wieków stosowana ze względu na szczególnie cenne walory smakowe oraz zdrowotne. Efektywnie przyczynia się do zmniejszenia zawartości bakterii chorobotwórczych w układzie moczowym i przewodzie pokarmowym."
Kochani, uważajcie na Herbapol Lublin - moim zdaniem to podli oszuści, łotry, łajdaki bez sumienia, oczajdusze, kanalie, glisty moralne i etyczne płazińce.
Uważajcie też na inne Herbapole, bo jeden z drugim od lat nie ma już nic wspólnego, ani też z dawną peerelowską marką i jej zasłużoną renomą. Jeśli któryś jakąś ma, to własną, dla mnie wszystkie dziś zaczynają od zera. Oprócz oczywiście tych z Lublina, którym się apteka z supermarketem pomyliła.

14.4.09

Upomnienie

- Mama! Nie dałaś mi buziaka na brzydkość!
Fakt, nie dałam...

9.4.09

Nieuchronność

- Mamo, mamo, kup mi BARBECZKĘ!
Niestety Mysz dowiedziała się z reklam na MiniMini o istnieniu Barbie Calineczki. Grono zwolenników całkowitego zakazu reklamy skierowanej do dzieci powiększyłoby się o dwie osoby... gdybyśmy do niego nie należeli już wcześniej.