Natka przy obiedzie:
- Mamusiu, herbatkę.
- Dobrze kochanie, ale najpierw dokończ obiadek.
- Ale ja potrzebuję! Żeby mi umyła w środku ziemniaczki!
Za Mysią znajomość anatomii i fizjologii człowieka dziękujemy wydawnictwu Larousse i autorom książki Ciało: encyklopedia dla dzieci w wieku 6-9 lat (choć do ostatniej części tytułu mamy komentarz: też coś).
30.5.09
29.5.09
Nie ma jak życie
- Ech, nie ma to jak życie... - błogo westchnęła Mysz po trzecim żujku, ściągniętym ze stołu za pomocą samodzielnie podstawionego krzesełka. Nic tak nie smakuje jak zasłużony owoc własnej ciężkiej pracy. Z lekkim posmakiem zakazanego.
26.5.09
Miły i przyjazny potwór
- Gdzie jest mój miły i przyjazny potwór? - Mysz szła spać, więc złapałem jej rajstopki i potwór podjął swą odpowiedzialną służbę. Po wieczornych zabawach i rozmowach kładł się spać u wezgłowia i pilnował, żeby żaden niemiły potwór nie nastraszył Natki. W dzień spał w szufladzie, bo był bardzo zmęczony.Kilka dni później Mysz rankiem złapała swoją malutką skarpetkę i założyła na dłoń. - Gdzie moi rodzice? - rozległ się po raz pierwszy głos małego potworka. Rodzice byli czarni jak węgiel i zaraz przytulili dziecko. A potem dłuższą chwilę musieli przekonywać małego, że muszą już iść do pracy - nosić Tusia.
25.5.09
Faza na Tusia
Mysz jest ostatnio w fazie córeczki tatusia. Nie cały czas, bo zasypiać chce wtulona we mnie, ale w ciągu dnia to już tylko Tuś i Tuś.
W piątek na placu zabaw nagle się na mnie obraziła. Pytam ją dlaczego, a ona naburmuszona wymamrotała w końcu:
- Bo nie zaprosiłaś do nas Tatusia!
No fakt - gdybym "zaprosiła", jeszcze trudniej byłoby mu wyjść do pracy...
Rankiem w sobotę głaskała czule jego włosy i powiedziała z rozmarzeniem:
- Jaki ty masz pięęękny mózg.
Wieczorem piekła ulubione ostatnio ciasto Tusia. Zaglądała do piekarnika i powtarzała:
- Piecze się ciasto. Dla Tatusia. Pyszne.
Dziś oglądałyśmy zdjęcia z wczorajszego pikniku. Na ekranie pojawiło się zdjęcie zrobione przez Młodą Matkę zza granicy (dziękujemy, o Matko, że znalazłaś dla nas chwilę, bardzo nam się podobało!). Mysz rozpromieniła się:
- Mamo, mamo, zobacz, Tatuś! Zobacz, zobacz! Mamo!
A potem cichuteńko dodała do siebie:
- Już mi teraz nie znikniesz Tatusiu z komputera.
Zdarza się też jednak, że Mysz ma do Tusia żal. Dziś wtuliła się we mnie i ze smutkiem poskarżyła się:
- Tatuś nie zgodził się, żebym mu skakała po brzuszku...
PS. Gdy pisałam tego posta, przyszła Mysz, popatrzyła na miniaturkę zdjęcia i ze złością powiedziała:
- Nie to, nie to! To za maleńkie zdjęcie!
W piątek na placu zabaw nagle się na mnie obraziła. Pytam ją dlaczego, a ona naburmuszona wymamrotała w końcu:
- Bo nie zaprosiłaś do nas Tatusia!
No fakt - gdybym "zaprosiła", jeszcze trudniej byłoby mu wyjść do pracy...
Rankiem w sobotę głaskała czule jego włosy i powiedziała z rozmarzeniem:
- Jaki ty masz pięęękny mózg.
Wieczorem piekła ulubione ostatnio ciasto Tusia. Zaglądała do piekarnika i powtarzała:
- Piecze się ciasto. Dla Tatusia. Pyszne.
Dziś oglądałyśmy zdjęcia z wczorajszego pikniku. Na ekranie pojawiło się zdjęcie zrobione przez Młodą Matkę zza granicy (dziękujemy, o Matko, że znalazłaś dla nas chwilę, bardzo nam się podobało!). Mysz rozpromieniła się:- Mamo, mamo, zobacz, Tatuś! Zobacz, zobacz! Mamo!
A potem cichuteńko dodała do siebie:
- Już mi teraz nie znikniesz Tatusiu z komputera.
Zdarza się też jednak, że Mysz ma do Tusia żal. Dziś wtuliła się we mnie i ze smutkiem poskarżyła się:
- Tatuś nie zgodził się, żebym mu skakała po brzuszku...
PS. Gdy pisałam tego posta, przyszła Mysz, popatrzyła na miniaturkę zdjęcia i ze złością powiedziała:
- Nie to, nie to! To za maleńkie zdjęcie!
23.5.09
Stopniowanie
- Oż ty skarbie mój kochany!
- Nie jestem oż ty skarbem! Jestem tylko skarbem!
- Skarbie mój kochany!
- Ale nie jestem skarbem... yyy... piratów. Jestem mamy skarbem.
- Tak, mój ty skarbie kochany.
- Ale ja nie jestem skarbem. Jestem tylko Natką!
No z tym "tylko" to bym jednak polemizowała ;)
- Nie jestem oż ty skarbem! Jestem tylko skarbem!
- Skarbie mój kochany!
- Ale nie jestem skarbem... yyy... piratów. Jestem mamy skarbem.
- Tak, mój ty skarbie kochany.
- Ale ja nie jestem skarbem. Jestem tylko Natką!
No z tym "tylko" to bym jednak polemizowała ;)
19.5.09
Statystyka według TVN
Uwaga, będę zrzędzić. Mam taki zwyczaj, że przy prasowaniu oglądam telewizję. A wczoraj zamiast spokojnego skupienia na szuraniu żelazkiem po ubraniach i ubrankach TVN zafundował mi atak szału.
Po debacie premiera z przedstawicielami związków zawodowych redaktor podał wyniki sondażu przeprowadzonego dla TVN. Ku odpowiedzi A skłoniło się 62% procent ankietowanych, ku odpowiedzi B = 38%. Czego się czepiam, przecież sumuje się do setki! Każdy ankieter chciałby uzyskiwać takie świetne wyniki. Po chwili pan redaktor dodał jednak brakujący szczegół - "wyniki nie uwzględniają osób niezdecydowanych".
To nie jest śmieszne. Nawet jeśli niezdecydowanych było tak mało, że nie wpływali znacząco na rozkład wyników, ma to duże znaczenie, bo świadczy o wysokiej świadomości problemu i dużej polaryzacji społeczeństwa. Ale równie dobrze mogły być 62 osoby mówiące A, 38 osób mówiących B i 10 milionów takich, które nie mają zdania. Co jakby świadczy o czymś zgoła odmiennym. Czepiam się?
Chciałabym. Bo przecież każdy choć trochę myślący człowiek wybuchnie śmiechem tak jak ja, prawda? Niestety nie gość pana redaktora, pani profesor Jadwiga Staniszkis, socjolożka, politolożka, publicystka, członkini PAN. I ta opiniotwórcza osoba z godnym podziwu spokojem mówi, że to 62% powinno dać premierowi do myślenia (czy coś w tym stylu - nie pamiętam dokładnie, bo wściekłość mną już targała).
Dziś znowu włączyłam TVN. Okazuje się, że za odpowiedzią A było trzydzieści kilka procent - co za cudowny spadek z 62! Reszta to odpowiedź B, wybierający obie odpowiedzi i niezdecydowani.
Nadal się czepiam?
Po debacie premiera z przedstawicielami związków zawodowych redaktor podał wyniki sondażu przeprowadzonego dla TVN. Ku odpowiedzi A skłoniło się 62% procent ankietowanych, ku odpowiedzi B = 38%. Czego się czepiam, przecież sumuje się do setki! Każdy ankieter chciałby uzyskiwać takie świetne wyniki. Po chwili pan redaktor dodał jednak brakujący szczegół - "wyniki nie uwzględniają osób niezdecydowanych".
To nie jest śmieszne. Nawet jeśli niezdecydowanych było tak mało, że nie wpływali znacząco na rozkład wyników, ma to duże znaczenie, bo świadczy o wysokiej świadomości problemu i dużej polaryzacji społeczeństwa. Ale równie dobrze mogły być 62 osoby mówiące A, 38 osób mówiących B i 10 milionów takich, które nie mają zdania. Co jakby świadczy o czymś zgoła odmiennym. Czepiam się?
Chciałabym. Bo przecież każdy choć trochę myślący człowiek wybuchnie śmiechem tak jak ja, prawda? Niestety nie gość pana redaktora, pani profesor Jadwiga Staniszkis, socjolożka, politolożka, publicystka, członkini PAN. I ta opiniotwórcza osoba z godnym podziwu spokojem mówi, że to 62% powinno dać premierowi do myślenia (czy coś w tym stylu - nie pamiętam dokładnie, bo wściekłość mną już targała).
Dziś znowu włączyłam TVN. Okazuje się, że za odpowiedzią A było trzydzieści kilka procent - co za cudowny spadek z 62! Reszta to odpowiedź B, wybierający obie odpowiedzi i niezdecydowani.
Nadal się czepiam?
Subskrybuj:
Posty (Atom)