Strzałka. Dla jednych trzy kreseczki o wspólnym początku, dla innych kreska z dzióbkiem. Niegdyś była dla mnie przewodnikiem w leśnych podchodach. Na cudem ocalonych wojennych budynkach niejedna wciąż wskazuje drogę do schronu. Symbol tak prosty, że nikt nie próbuje go nikomu tłumaczyć.
A jednak. Jest taka sfera życia codziennego, w której pojawienie się strzałki nic a nic człowiekowi powiedzieć nie potrafi. Ta sfera to podróże. Windą podróże.
Od kiedy pamiętam, jedyną osobą, która czekając ze mną na windę nie wciska jednocześnie strzałki w górę i w dół jest Tuś.
- Może tak szybciej przyjedzie? - ku mojemu przerażeniu powiedziała kiedyś koleżanka na studiach.
- Ja zawsze wciskam oba - powiedziała pewna osoba z mojej rodziny. - Zawsze zastanawiałam się, do czego to służy.
Ciekawe do czego może służyć strzałka?
- Po co wciskasz w dół? - spytał dziś bardzo rozumnie pewien tata, gdy wraz z rodziną dołączył do mnie przy windzie w centrum handlowym.
- Bo nie było wciśnięte - bez nuty zdziwienia odparł syn. - A w ogóle po co montować takie przyciski w dół? Jesteśmy na parterze! - zaatakował złych inżynierów syn.
- Bo pod nami jest parking podziemny - nie wytrzymałam.
Tata spuścił oczy, ale syn był bardzo zdziwiony, kiedy mimo jego zamiaru jazdy w górę, winda niesubordynowanie zjechała do podziemia, a potem (o zgrozo!) zatrzymała się na parterze w drodze powrotnej - czyżby nie domyśliła się, że on już wsiadł? Zła winda, źli konstruktorzy!
Nie ma wielu rzeczy na świecie, które wkurzają mnie bardziej niż bezmyślność ludzka posunięta do granic rozumienia pojęć podstawowych.
11.12.10
7.12.10
Święty czy nie - kłopoty zimą mieć musi!
- Mamo, w przedszkolu był św. Mikołaj! Ale się spóźnił, bo śnieg spadł. I stał w korku. I sanie mu się połamały. Ale miał renifery i one go w końcu przywiozły, wiesz?
4.12.10
Propozycja nie do odrzucenia
- Mamo, a ja dziś nie będę rysować długopisem po meblach, dobrze?
Hmmm... chyba się zgodzę...
Hmmm... chyba się zgodzę...
Sprzątanie a sprawa Polska
- Myszko, robimy dzisiaj wielkie sprzątanie.
- Ojej, znowu? Nigdy nie ma zabawy!
- Słoneczko, żeby była zabawa, musimy troszkę posprzątać.
- Ale ja nienawidzę sprzątania.
- Wiem kochanie. Jutro przyjdzie do Ciebie Tosia i wtedy na pewno będzie zabawa.
- Hura! Uwielbiam zabawę! No to idę. Idę umyć zęby.
Może to i słuszny początek porządków?
- Ojej, znowu? Nigdy nie ma zabawy!
- Słoneczko, żeby była zabawa, musimy troszkę posprzątać.
- Ale ja nienawidzę sprzątania.
- Wiem kochanie. Jutro przyjdzie do Ciebie Tosia i wtedy na pewno będzie zabawa.
- Hura! Uwielbiam zabawę! No to idę. Idę umyć zęby.
Może to i słuszny początek porządków?
3.12.10
100 procent słodyczy w goryczy
- Znów 150 % cukru w cukrze - orzekł Tuś po przeczytaniu szkicu nowego posta. - Kreujemy nieprawdziwy obraz rzeczywistości.
To prawda. Wygląda na to, że cała nasza codzienność to anegdoty z pieczenia babeczek i "nie oddam cię, mamusiu". Tymczasem rzeczywistość jest taka, że na co dzień złościmy się, kłócimy, nie dogadujemy jak wszyscy, ale piszemy posty tylko wtedy gdy chcemy się czymś podzielić, publikujemy tylko te zdjęcia, z których jesteśmy dumni. W efekcie bywają całe tygodnie bez zapisania słowa, a później z publikacji wychodzi sam cukier. Trudno nam dzielić się własnymi porażkami - czy to nie jest zrozumiałe?
Ani ja, ani Tuś nie radzimy sobie za dobrze z rodzicielstwem. Kochamy MysiKróliki nad życie, ale codziennie borykamy się z koniecznością narzucania im swojej woli.
- Nie dostaniecie teraz lizaków; nie będzie teraz telewizji; ubierzcie się; rozbierzcie się; załóżcie sweterki; zdejmijcie sweterki; umyjcie rączki; nie rysujcie po meblach; zjedzcie obiad; nie bijcie się; zostawcie Melona; zbierzcie zabawki; nie wylewajcie wody z wanny; kładźcie się do łóżek; wstańcie, idziemy do przedszkola; wychodzimy z przedszkola.......
Nienawidzę tego choć to oczywiste, że jeszcze za wcześnie na wypuszczenie z klatki ich wolnej woli. Oni nie upadli zbyt daleko od obu swoich jabłonek, więc spięcia są nieuniknione.
Paraliżuje mnie niepewność czy moje zachowanie, to kształtowanie wspaniałych ludzi, czy zabijanie w nich osobowości. Z Myszą można się jeszcze czasem dogadać, ale Królik zacietrzewia się w swojej złości i gotów jest się poparzyć, żeby tylko wyszło na jego. Boję się, że właśnie teraz rozgrywa się jego życiowa walka - zostanie wielkim wynalazcą, czy bandytą? A mój strach jest podszyty myślą, że to ja mogę go źle skierować na tę drugą drogę.
Jakiś czas temu piekliśmy ciasto (okropny różowy tort w kształcie serduszka, którym Mysz była zachwycona) i widok był jak z obrazka - uśmiechy, dzieci miksujące różową paćkę, wszystko zapaskudzone kremem. Królik wylizując miseczkę, cały nos wysmarował sobie lukrem - słodko było ponad miarę. A potem...
- Mamo, idź sobie! Nie bawię się z tobą! - bo nie zgodziłam się na kolejną bajkę i kazałam iść spać.
Był na mnie tak zły, że wolał zostać sam w łóżeczku w ciemnym pokoju, niż przeprosić i razem czekać na sen.
I Bóg mi świadkiem - nie mam pojęcia, co robić w takiej sytuacji - uczyć konsekwencji swoich wyborów (jak każe rozum) mimo, że wiem, że mój maleńki synek jak każdy maluszek boi się ciemności i w głębi duszy cierpi po cichutku, czy tulić mimo jego wyskoków (jak każe matczyne serce), potulnie zabierać nocą zabawki z drogi (żeby na nie nie wpadł gdy będzie się do nas po ciemku wybierał), spełniać zachcianki, "bo jest jeszcze taki malutki"?
Zdradzę teraz jedną z trudniejszych dla mnie myśli: bardzo im współczuję, że ze wszystkich dostępnych w bazie matek oboje musieli trafić akurat na mnie.
To prawda. Wygląda na to, że cała nasza codzienność to anegdoty z pieczenia babeczek i "nie oddam cię, mamusiu". Tymczasem rzeczywistość jest taka, że na co dzień złościmy się, kłócimy, nie dogadujemy jak wszyscy, ale piszemy posty tylko wtedy gdy chcemy się czymś podzielić, publikujemy tylko te zdjęcia, z których jesteśmy dumni. W efekcie bywają całe tygodnie bez zapisania słowa, a później z publikacji wychodzi sam cukier. Trudno nam dzielić się własnymi porażkami - czy to nie jest zrozumiałe?
Ani ja, ani Tuś nie radzimy sobie za dobrze z rodzicielstwem. Kochamy MysiKróliki nad życie, ale codziennie borykamy się z koniecznością narzucania im swojej woli.
- Nie dostaniecie teraz lizaków; nie będzie teraz telewizji; ubierzcie się; rozbierzcie się; załóżcie sweterki; zdejmijcie sweterki; umyjcie rączki; nie rysujcie po meblach; zjedzcie obiad; nie bijcie się; zostawcie Melona; zbierzcie zabawki; nie wylewajcie wody z wanny; kładźcie się do łóżek; wstańcie, idziemy do przedszkola; wychodzimy z przedszkola.......
Nienawidzę tego choć to oczywiste, że jeszcze za wcześnie na wypuszczenie z klatki ich wolnej woli. Oni nie upadli zbyt daleko od obu swoich jabłonek, więc spięcia są nieuniknione.
Paraliżuje mnie niepewność czy moje zachowanie, to kształtowanie wspaniałych ludzi, czy zabijanie w nich osobowości. Z Myszą można się jeszcze czasem dogadać, ale Królik zacietrzewia się w swojej złości i gotów jest się poparzyć, żeby tylko wyszło na jego. Boję się, że właśnie teraz rozgrywa się jego życiowa walka - zostanie wielkim wynalazcą, czy bandytą? A mój strach jest podszyty myślą, że to ja mogę go źle skierować na tę drugą drogę.
Jakiś czas temu piekliśmy ciasto (okropny różowy tort w kształcie serduszka, którym Mysz była zachwycona) i widok był jak z obrazka - uśmiechy, dzieci miksujące różową paćkę, wszystko zapaskudzone kremem. Królik wylizując miseczkę, cały nos wysmarował sobie lukrem - słodko było ponad miarę. A potem...
- Mamo, idź sobie! Nie bawię się z tobą! - bo nie zgodziłam się na kolejną bajkę i kazałam iść spać.
Był na mnie tak zły, że wolał zostać sam w łóżeczku w ciemnym pokoju, niż przeprosić i razem czekać na sen.
I Bóg mi świadkiem - nie mam pojęcia, co robić w takiej sytuacji - uczyć konsekwencji swoich wyborów (jak każe rozum) mimo, że wiem, że mój maleńki synek jak każdy maluszek boi się ciemności i w głębi duszy cierpi po cichutku, czy tulić mimo jego wyskoków (jak każe matczyne serce), potulnie zabierać nocą zabawki z drogi (żeby na nie nie wpadł gdy będzie się do nas po ciemku wybierał), spełniać zachcianki, "bo jest jeszcze taki malutki"?
Zdradzę teraz jedną z trudniejszych dla mnie myśli: bardzo im współczuję, że ze wszystkich dostępnych w bazie matek oboje musieli trafić akurat na mnie.
21.11.10
Czasem warto pomyśleć o symbolach
Idą Święta. Ikea wystawia nową serię bombek choinkowych (a ich automat z lodami kopie prądem, ale o tym kiedy indziej), moja ulubiona tortownia szykuje piernikową ofertę, l'Occitane przysyła katalog "Olśniewających pomysłów na prezenty", a MiniMini nadaje serial Pomocnik Świętego Mikołaja. Nad jego koncepcją rozwodzić się nie będę - nie ma ona tutaj znaczenia. Zastanawiam się jednak, czy aby na pewno słuszne jest umieszczanie w serialu dla dzieci bohaterki noszącej się tak:
Serial zrobili Francuzi, a ich fascynacja Rosją jest legendarna. Czy to jednak wystarczy jako wytłumaczenie? Francuzom Rosja może wydawać się zbyt odległa (czerwonoarmiejcy zwłaszcza), ale nam? Jakie jest wytłumaczenie emisji serialu i to nie tylko na jakimś tam kanale MiniMini, ale także (w 2008 roku) w Drugim Programie Polskiej Telewizji w paśmie "Dwójka Dzieciom"?
Skoro to tylko taka gwiazdka wesoła na czapeczce, całkiem przypadkiem uszatce, to mam jeszcze lepszy symbol, starożytny symbol słońca i szczęścia, będzie więc jeszcze lepiej wyglądał koło św. Mikołaja, o proszę:
Czyż nie pięknie?
Serial zrobili Francuzi, a ich fascynacja Rosją jest legendarna. Czy to jednak wystarczy jako wytłumaczenie? Francuzom Rosja może wydawać się zbyt odległa (czerwonoarmiejcy zwłaszcza), ale nam? Jakie jest wytłumaczenie emisji serialu i to nie tylko na jakimś tam kanale MiniMini, ale także (w 2008 roku) w Drugim Programie Polskiej Telewizji w paśmie "Dwójka Dzieciom"?Skoro to tylko taka gwiazdka wesoła na czapeczce, całkiem przypadkiem uszatce, to mam jeszcze lepszy symbol, starożytny symbol słońca i szczęścia, będzie więc jeszcze lepiej wyglądał koło św. Mikołaja, o proszę:
Czyż nie pięknie?
17.11.10
Reklamy a św. Mikołaj
- O, i to chcę, mamo zobacz, to chcę! I to, i to, i to!
Nie działa u nas wyciszanie, więc musimy przełączać kanał na czas reklam.
- Nie przełączaj mamo, proszę, ja chcę na to popatrzeć. Ja chcę te lalki, ja chcę!
- Kochanie, ale przecież one nawet nie są ładne. Zobacz - okropne są.
- Nie mów tak! Bo przyniesie mi je św. Mikołaj i jak cię teraz usłyszy, to będzie mu przykro!
- Myszko, naprawdę nie chcesz dostać innych lalek? Muszą być takie?
- Tak! I św. Mikołaj mi je przyniesie, a jak je przyniesie, to jak ci będzie? No?!
Z taką Myszą ciężko zadzierać, zwłaszcza gdy Jaś podsunął jej pomysł poproszenia Mikołaja o Barbie - szafę brokatującą...
Nie działa u nas wyciszanie, więc musimy przełączać kanał na czas reklam.
- Nie przełączaj mamo, proszę, ja chcę na to popatrzeć. Ja chcę te lalki, ja chcę!
- Kochanie, ale przecież one nawet nie są ładne. Zobacz - okropne są.
- Nie mów tak! Bo przyniesie mi je św. Mikołaj i jak cię teraz usłyszy, to będzie mu przykro!
- Myszko, naprawdę nie chcesz dostać innych lalek? Muszą być takie?
- Tak! I św. Mikołaj mi je przyniesie, a jak je przyniesie, to jak ci będzie? No?!
Z taką Myszą ciężko zadzierać, zwłaszcza gdy Jaś podsunął jej pomysł poproszenia Mikołaja o Barbie - szafę brokatującą...
Subskrybuj:
Posty (Atom)