- Jestem królewną i śpię. Książę! Uratuj mnie!
- Wwww, wwww, wwww - to Królik ruszył na pomoc Śpiącej Królewnie i zaczął podnosić ją swoim zabawkowym wózkiem widłowym.
13.3.11
10.3.11
Ferrari Heisenberga
Zdarza mi się oglądać nocą Top Gear. Na samochodach za bardzo się nie znam, ale w wypadku Top Gear to żadna przeszkoda. Podobnie jak to, że nie zgadzam się z niektórymi poglądami Clarksona.Ostatnio testował na przykład nowe ferrari. Wydziwiał zupełnie bezpodstawnie, że kierunkowskazy, przełączniki świateł, wycieraczek czy innych przydatnych funkcji zastąpiono przyciskami na kierownicy, a prędkościomierza nie widać na stałe, bo wyświetla się na zmianę z gps-em.
Po pełnej zachwytu jeździe zauważył jednak, że już mu nic nie przeszkadza, bo autko prowadzi się świetnie i choć nie ma pojęcia, z jaką prędkością jedzie, to widzi przecież mapę i wie, gdzie jest.
Zachwyt zupełnie zrozumiały. Nawet przekraczając 200 km/h i pędząc po pasie lotniska należy docenić piękno ilustracji Zasady Nieoznaczoności Heisenberga.
3.3.11
Kino a kwestia kupy
Tuś: Jedyny powód, dla którego po nim jeżdżą jest taki, że to film na podstawie gry. Nie widziałem żadnego artykułu na ten temat, który by się trzymał kupy.
Królik: KUPA?! Nie wolno dotykać kupy!
Królik: KUPA?! Nie wolno dotykać kupy!
19.2.11
Moja książka
Wydano moją książkę. Moją wymyśloną, w marzeniach wypieszczoną książkę. To miał być niewielki album ze zdjęciami moich ukochanych miejsc, rzeźb, detali. Albumów jest wiele, ale mojego nigdzie nie widziałam. Nie budynki, nie Zamek Królewski, nie Rynek Staromiejski, ale detale, Droga ku Mokotowu z jej zdumiewającym:
albo:
Miały być moje własne impresje, serie "Panna na wydaniu" czy "Ławeczka", z której powstało m. in.:
Niestety aparat był wtedy nie taki, wiara w powodzenie niewystarczająca i książka sześć lat temu została porzucona. Co miała robić? Każdy z nas pewnie postąpiłby tak samo - poszukałby sobie innego autora.
I moja książka też znalazła. Autorką jest pani Magdalena Hajnosz:
Uczucia mam teraz mieszane. Tak się cieszę, że jest, że udało jej się wydostać na świat. Z trochę innym podejściem, w nieco innym ujęciu, ale powstała.
Po pierwsze wyszukałam w niej oczywiście mojego Anioła. Jest! I wiele innych miejsc i szczegółów, które jak widać nie tylko mnie zachwyciły. Są też zdjęcia obiektów, o których nie miałam pojęcia.
Z drugiej strony... moja książka...
Dziś zostało z niej już tylko kilka marzeń i posty z serii Atlas Warszawy albo Warszawa się przegląda.
albo:
Miały być moje własne impresje, serie "Panna na wydaniu" czy "Ławeczka", z której powstało m. in.:
Niestety aparat był wtedy nie taki, wiara w powodzenie niewystarczająca i książka sześć lat temu została porzucona. Co miała robić? Każdy z nas pewnie postąpiłby tak samo - poszukałby sobie innego autora.I moja książka też znalazła. Autorką jest pani Magdalena Hajnosz:
Uczucia mam teraz mieszane. Tak się cieszę, że jest, że udało jej się wydostać na świat. Z trochę innym podejściem, w nieco innym ujęciu, ale powstała.Po pierwsze wyszukałam w niej oczywiście mojego Anioła. Jest! I wiele innych miejsc i szczegółów, które jak widać nie tylko mnie zachwyciły. Są też zdjęcia obiektów, o których nie miałam pojęcia.
Z drugiej strony... moja książka...
Dziś zostało z niej już tylko kilka marzeń i posty z serii Atlas Warszawy albo Warszawa się przegląda.
12.2.11
10.2.11
Minister Nieuki i Szkodnictwa Wyższego
Kilka dni temu oglądałam wywiad (początek w 17 minucie i 30 sekundzie materiału) z panią minister Barbarą Kudrycką. Miała mówić o reformie szkolnictwa wyższego, zagadnieniu dość mi bliskim. Niestety dziennikarka, pani Beata Tadla, zaczęła od pytania, które znokautowało (w moich oczach) panią minister. A wyglądało to następująco:
- Kiedy naukowiec z polskiej uczelni dostanie Nagrodę Nobla?
- Hm, eem, tak szybko, aż yyy, yyy, przygotuje przełomowe badania naukowe.
Pani minister jest obecnie najwyższym przedstawicielem nauki polskiej, mimo to niewiele dobrego można powiedzieć o zgodności powyższego zdania z kanonami gramatyki języka polskiego. Ale złóżmy tę dziwaczną konstrukcję na karb zdenerwowania.
Mnie zbulwersowała świadomość, że pani minister nie ma zielonego pojęcia o naturze najważniejszej w świecie nauki (i szkolnictwa wyższego, a jakże) nagrody!
Ba! Pani minister nie ma pojęcia, co dzieje się w polskiej nauce!
Czy można sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek aktor nie wiedział co to są Złote Palmy czy Złote Globy? No tak, ale na popkulturze zna się dziś prawie każdy, a tu chodzi o naukę, więc to na pewno za trudne jest i po co pani minister ma sobie zawracać głowę jakimiś nagrodami? Zresztą każdy wie, że naukowcy to świry, które nieustannie próbują wysadzić wszystkich w powietrze.
Mam nieodparte wrażenie, że ludzie mądrzy, którzy naprawdę mają możliwość zmieniać świat na lepsze, wcale się do władzy nie garną. W efekcie przeróżne mierne istoty wprowadzają kolejne, coraz niższe standardy nauczania. Dziś nie ma już nic złego w publicznym przyznawaniu się do niewiedzy. Ignorancja nie przynosi już ujmy - przeciwnie, dodaje teraz uroku.
Ale wróćmy do pani minister i jej czekania na przeprowadzenie badań.
Otóż Nagroda Nobla ma taką dziwaczną naturę, że przyznawana bywa nawet kilkadziesiąt lat PO ZAKOŃCZENIU badań.
Bywa także, że przyznawana jest w kompletnie zdumiewających dla samego laureata kategoriach - wszyscy pamiętają zapewne, że matematyk John Forbes Nash Jr. ze zdumieniem przyjął nagrodę w dziedzinie ekonomii, ale mało kto wie, że w 1908 roku Ernest Rutherford przyjmując nagrodę w dziedzinie chemii powiedział, że widział w życiu wiele przemian, ale tak szybkiej jak jego z fizyka w chemika, to jeszcze nigdy. Dodajmy, że zajmował się badaniem rozpadów promieniotwórczych pierwiastków.
A zatem, pani minister, może zamiast szukać badań w przyszłości, pomyśli pani chwilę nad badaniami już zakończonymi? A może nad takimi, które jeszcze się toczą?
Proszę mi wierzyć, że w polskiej nauce toczy się wiele przełomowych badań, a w kolejce do Nobla czeka już kilku naukowców.
Podpowiem pani jednego (akurat z podwójnie bliskiego mi podwórka) - otóż profesor Tomasz Dietl, fizyk z warszawskiej PAN za swoje badania nad spinotroniką uhonorowany został w 2006 roku nagrodą Europejskiego Towarzystwa Fizycznego, co pozwala niektórym już piąty rok tytułować go "noblistą in spe".
O innych naukowcach czekających na swoją kolej wspominać nie będę, bo nie chcę pisać o dziedzinach, które są najwyżej moim hobby.
Nie twierdzę, że pani minister jako profesor powinna niejako z definicji znać zasady przyznawania najważniejszej nagrody w dziedzinie nauki - mieliśmy już pewnego profesora dendrologii, który dobitnie wykazał niezależność posiadanych tytułów naukowych od światłości umysłu. Jest jednak ministrem, a twierdzę, że na własnej pracy każdy powinien się znać i jeśli zaczyna pleść bzdury, to niech tę tekę... tzn. pracę czym prędzej zmieni.
Pani Barbaro, wiem, że przyszła pani do studia rozmawiać o reformie, a tu takie zaskoczenie z tym Noblem - zupełnie nie miała pani czasu przygotować się do odpowiedzi. Ale tak to już bywa na świecie, że rektor Akademii Muzycznej w Warszawie musi wiedzieć, co to jest Festiwal Chopinowski, co ile lat się odbywa i jakiego rodzaju utwory można podczas jego trwania usłyszeć. I zna odpowiedzi na te pytania nawet wtedy, gdy ktoś pyta go o nowy podręcznik solfeżu.
Proszę pamiętać, że aby zdobyć zaufanie i móc innych przekonać do swoich racji, trzeba najpierw trochę wiedzy w omawianej dziedzinie zdobyć, a pani dziedziną w chwili obecnej jest nie tylko prawo i administracja, ale nauka w ogóle, czyż nie?
PS. Wywiadu dalej nie słuchałam. Wolałam przeczytać streszczenie - przynajmniej pisał je ktoś, kto zna zasady gramatyki języka, którym się na co dzień posługuje.
- Kiedy naukowiec z polskiej uczelni dostanie Nagrodę Nobla?
- Hm, eem, tak szybko, aż yyy, yyy, przygotuje przełomowe badania naukowe.
Pani minister jest obecnie najwyższym przedstawicielem nauki polskiej, mimo to niewiele dobrego można powiedzieć o zgodności powyższego zdania z kanonami gramatyki języka polskiego. Ale złóżmy tę dziwaczną konstrukcję na karb zdenerwowania.
Mnie zbulwersowała świadomość, że pani minister nie ma zielonego pojęcia o naturze najważniejszej w świecie nauki (i szkolnictwa wyższego, a jakże) nagrody!
Ba! Pani minister nie ma pojęcia, co dzieje się w polskiej nauce!
Czy można sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek aktor nie wiedział co to są Złote Palmy czy Złote Globy? No tak, ale na popkulturze zna się dziś prawie każdy, a tu chodzi o naukę, więc to na pewno za trudne jest i po co pani minister ma sobie zawracać głowę jakimiś nagrodami? Zresztą każdy wie, że naukowcy to świry, które nieustannie próbują wysadzić wszystkich w powietrze.
Mam nieodparte wrażenie, że ludzie mądrzy, którzy naprawdę mają możliwość zmieniać świat na lepsze, wcale się do władzy nie garną. W efekcie przeróżne mierne istoty wprowadzają kolejne, coraz niższe standardy nauczania. Dziś nie ma już nic złego w publicznym przyznawaniu się do niewiedzy. Ignorancja nie przynosi już ujmy - przeciwnie, dodaje teraz uroku.
Ale wróćmy do pani minister i jej czekania na przeprowadzenie badań.
Otóż Nagroda Nobla ma taką dziwaczną naturę, że przyznawana bywa nawet kilkadziesiąt lat PO ZAKOŃCZENIU badań.
Bywa także, że przyznawana jest w kompletnie zdumiewających dla samego laureata kategoriach - wszyscy pamiętają zapewne, że matematyk John Forbes Nash Jr. ze zdumieniem przyjął nagrodę w dziedzinie ekonomii, ale mało kto wie, że w 1908 roku Ernest Rutherford przyjmując nagrodę w dziedzinie chemii powiedział, że widział w życiu wiele przemian, ale tak szybkiej jak jego z fizyka w chemika, to jeszcze nigdy. Dodajmy, że zajmował się badaniem rozpadów promieniotwórczych pierwiastków.
A zatem, pani minister, może zamiast szukać badań w przyszłości, pomyśli pani chwilę nad badaniami już zakończonymi? A może nad takimi, które jeszcze się toczą?
Proszę mi wierzyć, że w polskiej nauce toczy się wiele przełomowych badań, a w kolejce do Nobla czeka już kilku naukowców.
Podpowiem pani jednego (akurat z podwójnie bliskiego mi podwórka) - otóż profesor Tomasz Dietl, fizyk z warszawskiej PAN za swoje badania nad spinotroniką uhonorowany został w 2006 roku nagrodą Europejskiego Towarzystwa Fizycznego, co pozwala niektórym już piąty rok tytułować go "noblistą in spe".
O innych naukowcach czekających na swoją kolej wspominać nie będę, bo nie chcę pisać o dziedzinach, które są najwyżej moim hobby.
Nie twierdzę, że pani minister jako profesor powinna niejako z definicji znać zasady przyznawania najważniejszej nagrody w dziedzinie nauki - mieliśmy już pewnego profesora dendrologii, który dobitnie wykazał niezależność posiadanych tytułów naukowych od światłości umysłu. Jest jednak ministrem, a twierdzę, że na własnej pracy każdy powinien się znać i jeśli zaczyna pleść bzdury, to niech tę tekę... tzn. pracę czym prędzej zmieni.
Pani Barbaro, wiem, że przyszła pani do studia rozmawiać o reformie, a tu takie zaskoczenie z tym Noblem - zupełnie nie miała pani czasu przygotować się do odpowiedzi. Ale tak to już bywa na świecie, że rektor Akademii Muzycznej w Warszawie musi wiedzieć, co to jest Festiwal Chopinowski, co ile lat się odbywa i jakiego rodzaju utwory można podczas jego trwania usłyszeć. I zna odpowiedzi na te pytania nawet wtedy, gdy ktoś pyta go o nowy podręcznik solfeżu.
Proszę pamiętać, że aby zdobyć zaufanie i móc innych przekonać do swoich racji, trzeba najpierw trochę wiedzy w omawianej dziedzinie zdobyć, a pani dziedziną w chwili obecnej jest nie tylko prawo i administracja, ale nauka w ogóle, czyż nie?
PS. Wywiadu dalej nie słuchałam. Wolałam przeczytać streszczenie - przynajmniej pisał je ktoś, kto zna zasady gramatyki języka, którym się na co dzień posługuje.
4.2.11
Mamo, a gdy umrzesz, to dasz mi tę bluzkę?
Mysz z wizytą u Babci. Babcia jest Strażniczką Skarbów. Ma mnóstwo korali, piękne kolorowe sukienki, kapelusze, a przede wszystkim wspaniałe buty na obcasie! Mama na Myszogrodzie ma co prawda kilka sukienek, ale jakieś takie one wszystkie... czarne. Zachowała też co prawda jedną parę szpilek na pamiątkę czasów gdy miała jeszcze sprawne kolana, ale są gdzieś głęboko schowane, a w dodatki takie czarno brązowe! I do tego jakieś takie matowe - wcale nie błyszczą! Fu!
A u Babci to co innego: kolory, lakiery, obcasy, klamry i klamerki! Nic tylko wybierać, przebierać.
Mysz miała właśnie na sobie zwiewną błękitną sukienkę Babci przepasaną czerwonym szalem (bo twierdziłyśmy, że jest za długa - zupełnie bezpodstawnie), czerwony kapelusz z czarną wstążką, korale i białe lakierki na obcasie (wystające przepisowe pół buta za piętą). Przeglądała się w lustrze podrygując w takt muzyki.
- Babciu, a jak umrzesz, to ja u zamieszkam, wiesz? I będę nosiła wszystkie Twoje kiecki (!) i wiesz co? Wszystkie będą na mnie pasowały!
Przed oczami stanęła mi scena z dalekiej przeszłości:
Prastare mieszkanie na dalekich Piaskach, ja w wieku przedszkolnym zachwycona oglądam Mamy bluzkę ze srebrną nitką.
- Mamo, a jak umrzesz, to dasz mi tę bluzkę w testamencie?
- Oczywiście, kochanie.
A u Babci to co innego: kolory, lakiery, obcasy, klamry i klamerki! Nic tylko wybierać, przebierać.
Mysz miała właśnie na sobie zwiewną błękitną sukienkę Babci przepasaną czerwonym szalem (bo twierdziłyśmy, że jest za długa - zupełnie bezpodstawnie), czerwony kapelusz z czarną wstążką, korale i białe lakierki na obcasie (wystające przepisowe pół buta za piętą). Przeglądała się w lustrze podrygując w takt muzyki.
- Babciu, a jak umrzesz, to ja u zamieszkam, wiesz? I będę nosiła wszystkie Twoje kiecki (!) i wiesz co? Wszystkie będą na mnie pasowały!
Przed oczami stanęła mi scena z dalekiej przeszłości:
Prastare mieszkanie na dalekich Piaskach, ja w wieku przedszkolnym zachwycona oglądam Mamy bluzkę ze srebrną nitką.
- Mamo, a jak umrzesz, to dasz mi tę bluzkę w testamencie?
- Oczywiście, kochanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
