Staramy się podejmować decyzje, kierując się sprawdzonymi danymi i zdrowym rozsądkiem. Zacząłbym to zdanie od "Szczycimy się tym, że...", gdyby nie to, że staraniami nie ma się co chwalić, zwłaszcza kiedy nie zawsze prowadzą do zamierzonego celu. Albo gdy prowadzą do niego przypadkiem.
Nad zaszczepieniem dzieci na ospę (wietrzną, prawdziwa została na szczęście wytępiona*) zastanawialiśmy się dość długo. W internecie można przeczytać wiarygodnie brzmiące opinie o tym, że szczepionka nie daje tak dobrej odporności, jak przejście ospy, że ta poszczepienna odporność wygasa w przeciwieństwie do tej "naturalnej"**, że szczepionka powoduje w późniejszym wieku półpaśca... Sami przechodziliśmy w dzieciństwie ospę i nie mamy jakichś traumatycznych wspomnień z tym związanych, więc nie mieliśmy silnej motywacji, by uchronić przed nią dzieci. To przecież powszechna choroba wieku dziecięcego, nieprzyjemna, ale niezbyt groźna (chyba, że się ją złapie jako dorosły).
Potem umarł Jaś Olczak, synek znajomej z pracy. Nie na ospę, na sepsę, zakażenie całego organizmu, które rozwinęło się ze zlekceważonego przez lekarzy, nieleczonego zapalenia stawu bezpośrednio po ospie - to jedno z całego wachlarza rzadkich śmiertelnych powikłań.
Potem siostrzeniec Taty na Myszogrodzie przeszedł ospę z gorączką powyżej 40 stopni.
Potem bratanica Taty na Myszogrodzie wylądowała z bardzo ciężką ospą w szpitalu zakaźnym, gdzie na dodatek rozwinęło się jej zapalenie wyrostka robaczkowego.
Zaszczepiliśmy dzieci.
Trzeba będzie je zaszczepić ponownie, bo dopiero dwie dawki dają maksymalną odporność, do tego po 20 latach będą się musiały szczepić jeszcze raz. Za to półpasiec im raczej nie grozi.
Wszystko pięknie, niemniej decyzję podjęliśmy ze strachu, kiedy huknęło koło nas raz, drugi i trzeci. Naukowe artykuły uzasadniające nasz wybór znalazłem już potem.
Postaram się o tym pamiętać, kiedy zachce mi się z wyższością racjonalisty spojrzeć na kogoś rządzonego emocjami...
* Ospa prawdziwa, niegdyś jeden z wielkich zabójców ludzkości, nie występuje w naturze mniej więcej od 1980 roku (ostatni przypadek na świecie odnotowano w 1978 roku, w Polsce w 1963). Załatwiły ją, a jakże, szczepionki. Na świecie wirusy ospy są przechowywane w dwóch (znanych) miejscach, laboratoriach w Rosji i w USA. WHO apeluje o zniszczenie tych wirusów, jak dotąd bez skutku.
** Naturalna odporność też wygasa, tyle że kiedy wokół pełno dzieciaków chorujących na ospę, ciągły kontakt z wirusem powoduje jej częste odnowienie. Tym bardziej więc warto się szczepić, im powszechniejsze są szczepienia na ospę!
24.5.11
19.5.11
Samochodowe mądrości Mamy na Myszogrodzie cz. 1
Kolejność zasad zależy od stopnia wkurzenia sytuacją na drodze:
1. Jeśli nie potrafisz dostosować prędkości samochodu do pojazdów jadących pasem sąsiednim - nie zmieniaj pasa!
2. Jeśli twój pojazd jest pierwszy na światłach - nie czytaj książki, nie sprawdzaj rozkładu jazdy pociągów, nie odkurzaj podłogi, nie przeszukuj torebki.
3. Jeśli parkujesz, wykorzystuj wszystkie szyby w okolicy do oglądania swojego manewru z zewnątrz.
Z tym ostatnim wiąże się zresztą miłe, a raczej satysfakcjonujące wspomnienie. Pewnego razu postanowiłam zaparkować swoje autko w dość ciasnym miejscu. Korzystając z wielkich szklanych witryn sklepowych spokojnie zabrałam się do wykonywania manewru. Miałam bardzo dobry obraz sytuacji dopóki pewien usłużny pan nie wepchnął mi się przed oczy. Wepchnął, bo od dłuższej chwili do mnie gestykulował, ale parkując, nie patrzyłam na niego. Zdenerwowany wszedł w sam środek mojego pola widzenia, zasłaniając oczywiście widok i zmuszając mnie do nagłego zahamowania. Okazało się, że był właścicielem samochodu stojącego przede mną i widząc niewiastę za kierownicą, wjeżdżającą tyłem i w dodatku patrzącą w kompletnie innym kierunku niż jego drogocenny pojazd, wpadł w panikę. Bardzo chciał mi pomóc przez wyręczenie mnie. Grzecznie się do niego uśmiechnęłam i poprosiłam, żeby się jednak przesunął, bo zasłania mi widok. Zdumiony popatrzył za siebie. Nigdy jeszcze nie widziałam takiej mieszanki ulgi i radości na czyjejś twarzy. Pan był łaskaw nawet mnie pochwalić i zauważył, że od tej pory też będzie patrzył na wystawy, parkując. I świetnie - mam tylko nadzieję, że nie zauroczy go jakiś zgrabny manekin.
1. Jeśli nie potrafisz dostosować prędkości samochodu do pojazdów jadących pasem sąsiednim - nie zmieniaj pasa!
2. Jeśli twój pojazd jest pierwszy na światłach - nie czytaj książki, nie sprawdzaj rozkładu jazdy pociągów, nie odkurzaj podłogi, nie przeszukuj torebki.
3. Jeśli parkujesz, wykorzystuj wszystkie szyby w okolicy do oglądania swojego manewru z zewnątrz.
Z tym ostatnim wiąże się zresztą miłe, a raczej satysfakcjonujące wspomnienie. Pewnego razu postanowiłam zaparkować swoje autko w dość ciasnym miejscu. Korzystając z wielkich szklanych witryn sklepowych spokojnie zabrałam się do wykonywania manewru. Miałam bardzo dobry obraz sytuacji dopóki pewien usłużny pan nie wepchnął mi się przed oczy. Wepchnął, bo od dłuższej chwili do mnie gestykulował, ale parkując, nie patrzyłam na niego. Zdenerwowany wszedł w sam środek mojego pola widzenia, zasłaniając oczywiście widok i zmuszając mnie do nagłego zahamowania. Okazało się, że był właścicielem samochodu stojącego przede mną i widząc niewiastę za kierownicą, wjeżdżającą tyłem i w dodatku patrzącą w kompletnie innym kierunku niż jego drogocenny pojazd, wpadł w panikę. Bardzo chciał mi pomóc przez wyręczenie mnie. Grzecznie się do niego uśmiechnęłam i poprosiłam, żeby się jednak przesunął, bo zasłania mi widok. Zdumiony popatrzył za siebie. Nigdy jeszcze nie widziałam takiej mieszanki ulgi i radości na czyjejś twarzy. Pan był łaskaw nawet mnie pochwalić i zauważył, że od tej pory też będzie patrzył na wystawy, parkując. I świetnie - mam tylko nadzieję, że nie zauroczy go jakiś zgrabny manekin.
16.5.11
"Wtorek srorek"
Królik: Mamo, czy dziś jest wolne?
Mama na Myszogrodzie: Nie, dziś jest piątek.
Królik: Nie LUBIĘ cię!
Gdyby przenieść się ponad trzydzieści lat wstecz, moglibyśmy usłyszeć:
Babcia MysiKrólików: Wojtusiu, wstawaj.
Tata na Myszogrodzie: Nie, dziś jest niedziela.
Babcia MysiKrólików: Nie, Wojtusiu, dziś jest wtorek.
Tata na Myszogrodzie: Wtorek SROREK!
Mama na Myszogrodzie: Nie, dziś jest piątek.
Królik: Nie LUBIĘ cię!
Gdyby przenieść się ponad trzydzieści lat wstecz, moglibyśmy usłyszeć:
Babcia MysiKrólików: Wojtusiu, wstawaj.
Tata na Myszogrodzie: Nie, dziś jest niedziela.
Babcia MysiKrólików: Nie, Wojtusiu, dziś jest wtorek.
Tata na Myszogrodzie: Wtorek SROREK!
10.5.11
Mamo, bądź...
Mysz:
- Mamo, nie mogłabyś jeździć łagodniej? Tak jak dziewczyna? Taka młoda?
--
Królik:
- Mamo, szczyp mnie. Ty bądź szczypiorem! No szczyp mnie, ty szczypiu!
- Mamo, nie mogłabyś jeździć łagodniej? Tak jak dziewczyna? Taka młoda?
--
Królik:
- Mamo, szczyp mnie. Ty bądź szczypiorem! No szczyp mnie, ty szczypiu!
Lampiony kontra balony
Wybraliśmy się do kina. Na ekranie porwana przed laty Roszpunka ogląda z zachwytem lampiony puszczane przez jej zrozpaczonych rodziców w jej urodziny. Mama na Myszogrodzie wtula się w Mysie włosy i szepce rozczulona:
- Na twoje urodziny też zawsze puszczamy lampiony...
- Tak! I PIERDZĄCE BALONY! - radośnie wykrzyknęła Mysz.
- Na twoje urodziny też zawsze puszczamy lampiony...
- Tak! I PIERDZĄCE BALONY! - radośnie wykrzyknęła Mysz.
9.5.11
Różnica podpokoleń
Mysz wraca z Siostrą Stryjeczną ze spaceru. Każda zapatrzona w swoje czasopismo:

Ewcia: O, Justin Bieber!
Mysz: O, Syrenka Arielka!

Ewcia: O, to muszą być usta Roberta Pattinsona!
Mysz: Zobacz, dzbanuszki Śpiącej Królewny!

Ewcia: O, Justin Bieber!
Mysz: O, Syrenka Arielka!

Ewcia: O, to muszą być usta Roberta Pattinsona!
Mysz: Zobacz, dzbanuszki Śpiącej Królewny!
5.5.11
Polska język, trudna język
To chyba jedyny w naszym świecie język, w którym można opowiadać o rzeżusze.
Jeden z niewielu, w których "jechać na Włochy" ma zupełnie inne znaczenie niż "najechać na Włochy" o "jeździe do Włoch" nie wspominając.
Z całą pewnością jedyny taki język, w którym Zjednoczenia jest aleja, ale Ujazdowskie Aleje, a Karol odmienia się inaczej w zależności od narodowości tego o kim mówimy - Charlesa Darwina, ale Charles'a de Gaulle'a.
Mamy tyle wyjątków i ciekawostek, że nie sposób przetrwać bez błędów. Ja nie zawsze potrafię.
Są jednak takie błędy, z którymi nawet mi trudno się pogodzić. Nie mogę na przykład kupić owoców u kogoś, kto sprzedaje "winogrono", nie mogę przeczytać artykułu poświęconego Puszczy "Kampinowskiej" - choć to może przesada, bo dlaczego zakładam od razu, że nie ma gdzieś miejscowości Kampinów?
Dlatego też tak bardzo cieszę się, gdy niespodziewanie znajduję gdzieś perełki. Przeglądam na przykład album ze zdjęciami z planu pewnego filmu i czytam o najmłodszym majorze TEKSASKIEJ kawalerii. To fantastyczne, że wciąż są wśród nas tacy, którym piła mechaniczna nie wpoiła nowych standardów. I za nich właśnie będę trzymała kciuki - niech nas karmią swoją wytrwałością.
Jeden z niewielu, w których "jechać na Włochy" ma zupełnie inne znaczenie niż "najechać na Włochy" o "jeździe do Włoch" nie wspominając.
Z całą pewnością jedyny taki język, w którym Zjednoczenia jest aleja, ale Ujazdowskie Aleje, a Karol odmienia się inaczej w zależności od narodowości tego o kim mówimy - Charlesa Darwina, ale Charles'a de Gaulle'a.
Mamy tyle wyjątków i ciekawostek, że nie sposób przetrwać bez błędów. Ja nie zawsze potrafię.
Są jednak takie błędy, z którymi nawet mi trudno się pogodzić. Nie mogę na przykład kupić owoców u kogoś, kto sprzedaje "winogrono", nie mogę przeczytać artykułu poświęconego Puszczy "Kampinowskiej" - choć to może przesada, bo dlaczego zakładam od razu, że nie ma gdzieś miejscowości Kampinów?
Dlatego też tak bardzo cieszę się, gdy niespodziewanie znajduję gdzieś perełki. Przeglądam na przykład album ze zdjęciami z planu pewnego filmu i czytam o najmłodszym majorze TEKSASKIEJ kawalerii. To fantastyczne, że wciąż są wśród nas tacy, którym piła mechaniczna nie wpoiła nowych standardów. I za nich właśnie będę trzymała kciuki - niech nas karmią swoją wytrwałością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)