22.8.08

Maleńka opiekuńcza Mysz

- Mama, hatka! [herbatka] Mama, hatka!
- Dziękuję kochanie.
- Uważaj! Gorące! Ostrożnie!

19.8.08

Rezolutna Mysz

Myszka zauważyła leżący na stole obcinacz do psich pazurków. Właśnie kupiony, więc jeszcze firmowo zamknięty. Podaje mi go i mówi:
- Proszę. Natce. Otworzyć.
Oczywiście nie chcę, żeby sobie zrobiła krzywdę, więc nie chcę otworzyć i mówię:
- To jest jeszcze zamknięte, jeszcze tego nie otwieramy, kochanie.
Mysz wcale nie wybuchnęła płaczem. Spokojnie wzięła z moich rąk psi obcinacz i powiedziała stanowczo:
- Dobrze. Tatuś. Otworzy. Później.
--
Odkąd w naszym domu pojawiły się pieski, znacznie łatwiej utrzymać nam porządek na podłodze. Wystarczyło, że zjadły Myszce dwie kredki i od razu nauczyła się, że co rozrzuci - oddała pieskom do zabawy. Teraz gdy tylko upadnie jej jakaś zabawka, skarpetka, czy kartka, natychmiast rzuca się, żeby to podnieść i mocno tuląc podniesiony przedmiot, woła:
- URATOWAŁAM!!!
--
Ulubionymi pluszakami Myszki są oczywiście pieski. Wczoraj chodziła po pokoju tuląc dwa z nich (w przeciwieństwie do Agresta i Melona, nie wyrywają się zbyt skutecznie). Chciała tulić więcej psiaków, ale nie mogła ich znaleźć, więc powtarzała:
- Pieski, jesteś? [Pieski, gdzie jesteście?] Pieski, podziałeś? [Piesku, gdzie się podziałeś?] Trochę. Malutki. Pieski.
W końcu oba psiaki położyła na podłodze spać, by po chwili obudzić je wołaniem:
- Wstawaj, maluchy!
--
Króliczek właśnie uczy się chodzić. Myszka zauważyła jak wiele radości sprawia nam jej braciszek gdy stoi podtrzymywany za rączki. Przyjrzała się dokładnie, po czym podbiegła do babci, stanęła tyłem do niej, wyciągnęła do góry rączki, kazała się za nie trzymać i z radością zaprezentowała swój najwdzięczniejszy chód na paluszkach wołając:
- Popatrz! Stoję!
--
Mysz malowała z Tusiem i kiedy tylko złapał za pędzel, zawołała:
- Moja kolej malowania!
--
Pokazałam Myszy jedną z pluszowych zabawek i pytam:
- A co to jest, Myszko?
Popatrzyła na mnie z politowaniem i powiedziała:
- Słoń przecież.
--
Wieczorem Myszka postanowiła pokazać, że jest prawdziwą kobietą. Siedziałyśmy na jej łóżku, a ona przeglądała swoje skarby - spinki, gumki do włosów i broszki. Przekładała je z jednej puszki do drugiej, a biorąc do rąk kolejny skarb, podawała mi go i powtarzała z zachwytem:
- Popatrzmy, piękne.
W pewnym momencie nastrój się zmienił - wiadomo, kobieta zmienną jest. Gdy tylko dotknęłam którejś ozdoby, Myszka oburzała się:
- Ej, ej, ej! Mama! Wyprawiasz! [Co ty wyprawiasz!]

Ach, te kobiety...

18.8.08

Osiedlowe centrum zombi

Kilka lat temu, w panieńskich czasach, zachciało mi się upiec ciasto.
Zabrakło masła, a tu noc ciemna. Wybrałyśmy się z mamą do jedynego
czynnego o tej porze sklepu. W środku kilkoro kolejkowiczów kiwało się do
sobie tylko znanego rytmu. Do kilku zupełnie różnych rytmów. Zamówienia
składali niezbyt wyraźnie, ale ekspedient zawsze potrafił ich zrozumieć.
Przyszła nasza kolej, poprosiłyśmy o masło i mleko. Kolejka jakby na moment
zamarła i z którejś paszczy zachrypiało: "Mamusia sobie o dzieciach
przypomniała?". Wtedy mnie to rozśmieszyło, ale "wtedy" było bardzo dawno
temu - w innym czasie, w innym życiu.

Teraz mieszkamy w zupełnie innym miejscu, ale czym byłoby zupełnie inne
miejsce bez takiego sklepiku? Nieduży, dziwacznie zaopatrzony, otwarty do
późnych godzin wieczornych sklepik. W jego okolicy obowiązkowo murek i
schodki zawsze okupowane przez stałych klientów. Obsługa w sklepiku marna -
panie nie mogą tu grzeszyć rozumem ani urodą, bo jeszcze można byłoby je przekonać,
żeby sprzedały coś "na zeszyt". Paniom nie wolno się do klientów uśmiechnąć,
bo mogliby się za bardzo spoufalić. W naszej okolicy niestety tylko w tym sklepiku
można kupić mleko modyfikowane, jeśli więc nie wybierzemy się po zaopatrzenie do
hipermarketu, wizyta w tym miejscu jest nieunikniona.

Wczoraj wybrałam się po mleko dla Króliczka. Po drodze mijam coraz
bardziej zdewastowany plac zabaw. Dwa lata temu był piękny, nowy,
ogrodzony, bezpieczny. Dziś dzieci rzadko się tu bawią. Co to za
przyjemność siedzieć w oparach papierosowego dymu i wśród osiedlowych
wyzwisk? W okolicy nie ma ławek, bo siadaliby na nich klienci sklepiku.
Ale że usiąść gdzieś muszą, przywędrowali tu, dlatego nie ma już
ogrodzenia, brakuje zabezpieczeń huśtawek, jedna zjeżdżalnia pobazgrana,
druga spłonęła. Szkoda, bo to bardzo fajny plac zabaw był. I taki
ekologiczny, i z domu tak blisko.

W sklepiku biorę ostatnie mleko, ustawiam się w kolejce do kasy. Przede
mną kilku panów, jedna pani. Wszyscy mają czerwone twarze, mało przytomne
spojrzenie, nerwowo przeglądają ściskany w garści bilon. Przy kasie pytają
jeszcze o ceny drobnych słodyczy, przeliczają zawartość garści i dobierają żelkę albo
batonik za 75 groszy - żeby było coś i dla dziecka (a może wnuczka?). Pewnie na osłodę, bo
nie ma się już gdzie bawić. Gdy przychodzi moja kolej, pani sprzedająca
znów na moment jakby zdziwiona moim uśmiechem. Może dziwi ją tylko moja
twarz, taka w bardziej ludzkim kolorze? Może tylko oczy bardziej
przytomne? A może krok bardziej pewny? Po chwili namysłu pani zawsze się
do mnie trochę uśmiecha, tak delikatnie, jakby się bała, że ktoś zobaczy
łagodny wyraz jej twarzy - tu klientów trzeba trzymać krótko!

Wracam do domu niezmiennie zdziwiona światem, o który mam nieprzyjemność
się otrzeć. Czy naprawdę wszędzie muszą być takie miejsca? Czy nie będę
bała się wysyłać dzieci w takie miejsca po bułki? Czy alternatywą są tylko
ogrodzone osiedla? Nie chcę mieszkać za ogrodzeniem! Zresztą, czy minie wiele lat,
zanim i za ogrodzeniem pojawią się sklepżule?

14.8.08

Mysie pyski

- Myszko, nie wolno pić wody z wanny!
- Bzzzdurrra - rezolutnie odpowiedziała mi nasza dwuletnia córeczka.

12.8.08

Rowerem w klapkach

Bracia Psie Serce zajęli się moimi sandałami. Paski przetrwały, jednak bez podeszwy kiepsko się je użytkuje. Tylko czy sandały są aż tak bardzo do życia potrzebne? Trochę tak, bo upał, a ja do pracy rowerem... Wybrałam się więc na szybki kurs klapania po rowerowych pedałach. Właściwie nie jest dużo trudniej - trochę mniej rozsądnie, ale czy wszystko musi być tak pod dyktando rozumu?

8.8.08

Między Myszką i Tusiem

- Myszko, czy mogłabyś wreszcie zacząć załatwiać się na nocnik?
- Kocham Cię, taTUsiu!

7.8.08

NIE!

Nie, nie będę oglądała ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie.
Pierwszy program telewizji publicznej od kilku dni celebruje odliczanie do transmisji. Nie widzą w tym nic niestosownego, choć niedawno nadawali "Siedem lat w Tybecie". Nie oglądam zbyt często telewizji publicznej, jednak zauważyłam, że napis nie znikł nawet podczas nadawania bloku reklamowego. Szczyt hipokryzji "nasza" telewizja osiągnęła według mnie dziś, gdy w głównym wydaniu Wiadomości ta odliczanka widoczna była nawet przy materiale o bezprawnym aresztowaniu, więzieniu i torturowaniu (zakończonemu utratą nerki) Bogu ducha winnego tybetańskiego mnicha za to tylko, że wyszedł na ulicę gdy trwała niepodległościowa demonstracja. Że też taki Piotruś Kraśko nie wpadnie w schizofrenię pochylając się z troską nad losem nękanego przez złych Chińczyków człowieka, a za chwilę beztrosko, z uśmiechem zapraszając widzów na jutrzejszą transmisję. Nie rozumiem tego.
Wiem, olimpiada dawno pożegnała się już ze swoimi szczytnymi ideałami, nikt dziś nie przerywa z jej powodu wojny. Listek figowy zwiądł gdy jubileuszowa nowożytna olimpiada zamiast odbywać się w swojej ojczyźnie, miała miejsce w ojczyźnie coca-coli.
Walczący o prawa człowieka wołają "bojkotować!", ale jak?
Czy można winić sportowców, że chcą wystąpić? Większość z nas idzie codziennie do lepszej lub gorszej pracy i łatwo nam ferować wyroki. Tymczasem ci, którzy tam wystąpią, od lat pracują na ten jeden, najważniejszy dla nich dzień. Dla nich jutro nie będzie takie samo jak dziś. Czy to ich wina, że kilka lat temu wydano taką decyzję? Czy możemy ich teraz winić za głupotę decydentów? Bo to jest głupota! Zwyczajna, do granic możliwości bezmyślna, głupota! Głupota, która odebrała nam tę olimpiadę!
Jak można organizować największe święto człowieka w państwie, w którym człowiek jako jednostka nie istnieje?
Jak można organizować sportowe zmagania na stadionach, na których jeszcze przed chwilą byli i już za chwilę znów będą rozstrzeliwani w publicznych egzekucjach ludzie? Oficjalnie oczywiście wszyscy są handlarzami narkotyków.
Jak można organizować olimpiadę w państwie, w którym dokonuje się przymusowych sterylizacji w rodzinach, które mają już dwójkę dzieci?
Jak można wreszcie organizować igrzyska olimpijskie w państwie, które w tak bestialski sposób okupuje najbardziej pokojowo nastawiony naród naszej planety?
Świat się cieszy, bo Chiny odblokowały strony internetowe. Z czego ta wielka radość? Przecież to był jeden z warunków przyznania Pekinowi olimpiady i Chiny zobligowały się do tego w 2001(zdaje się) roku! Świat nie powinien się cieszyć, tylko wyrażać oburzenie, że trzeba było tak wielkiego protestu, żeby spełniono jedną z podstawowych obietnic! Zresztą za kilka dni i tak śladu po zdjęciu tej blokady nie będzie, ale to nic, bo odblokowali, prawda? No tak, "a mógł zabić".
Wystąpienie na tej olimpiadzie lub zbojkotowanie jej powinno być prywatną sprawą każdego sportowca i nikt nie ma prawa wypominać mu takiej czy innej decyzji. Zresztą NIEwystapienia w ramach bojkotu i tak niewielu zauważy - wystąpienie natomiast i tak może w przyszłości zaszkodzić (jeśli jakiś dziennikarz nagłośni, że "ten pan, to w 2008 jednak pobiegł/skoczył/popłynął itp.). Swoją drogą pamiętamy, że i wystąpienie można zamienić w protest, co do dziś widać w reklamie maści na stawy.
Czy trzeba jednak aż tak celebrować ten upadek olimpijskich wartości? Ja nie zamierzam. Nie będę oglądała tych igrzysk. Nie zobaczę ani ceremonii otwarcia, ani ceremonii zamknięcia. Nie interesuje mnie, ilu ludzi ponaciągało sobie ścięgna, żebym mogła oglądać szczyt chińskich osiągnięć w organizacji imprez kulturalnych. Interesuje mnie, ile wiosek przymusowo wysiedlono pod budowę nowych stadionów. Interesuje mnie, ilu ludzi aresztowano za odmowę uczestnictwa w budowie, jak to miało miejsce podczas olimpiady azjatyckiej. Interesuje mnie, ilu widzów przyglądało się rozstrzeliwaniu skazanych z trybun, na których za kilka dni zasiądą kibice.
Z całą pewnością ucieszy mnie każdy medal zdobyty przez naszych reprezentantów, ale nie będę oglądała ich zmagań. To będzie mój prywatny protest. Mój własny bojkot.