"I przyjdą goście, i zjedzą ciasto. To nie jest proste zjedzenia ciasto, brudna buzia czekoladowa."
"Jeszcze poproszę ciasto ciepłące. Jeszcze poproszę ciastooo, ciasto poproszę jeszcze, bo jestem głodna""
"Chcę pracować nocniczki!" (lepić uszka z grzybami)
"To no cóż, skoro tak."
"Poproszę jeszcze danonka. O, jagódkowy! To nie jest jagódkowy, to jest fioletowy."
"Skąd wzioła się ten teraz biedroneczka?" Nie może przyjść teraz mamusia, wstawaj biedroneczko!"
"Nie martw się chłopcze, zaraz naprawię."
"Nie śpiewaj herbatką teraz, tylko wlewaj mi!" (potrząsałam herbatką w proszku do rytmu)
"Muszę poprosić stryja Michała, co? Żeby mi kubeczek naprawił, wiesz? Bo jest zniszczony teraz" (czyli ma zdjęty sznureczek)
"Proszę mama, liżaj! Liż, liż, na zdrowie" (podając mi wieczko danonka)
"Teraz nożem tak dzitnęłam i paluszek boli. Mamo, brawo! Wojtusiowi dałaś plasterek, tak jak ja"
"Nie, to nie jest karuzela, to jest bez śmiechu!" (gdy z głośników popłynęło The Closest Thing To Crazy Katie Melua zamiast Karuzeli Marii Koterbskiej)
"Kocham braciszka tak bardzo mocno" (gdy przybiegłam zaalarmowana rozpaczą Królika)
"Źle czuję się, poproszę lekawco."
"Mama, puść! Już dosyć pocuwania!" (całowania)
To tylko ostatni tydzień - aż strach pomyśleć, ile nam umyka...
18.12.08
12.12.08
Dentysta zalecił
Myłam umywalkę i przełożyłam wszystkie pasty, mydła, butelki i buteleczki na zamknięty sedes. Przyszła Mysz. Przebiegłam wzrokiem (jaka szkoda, że takie bieganie nie pomaga zrzucić wagi) po sedesie i uznałam, że nie ma tu nic niebezpiecznego, więc nie wygoniłam Natki. Zaczęła się słynna już zabawa w ustawianie większych i mniejszych buteleczek:
- To jest tata, a to jest mama. To są rodzice. A tu jest dziecko. O, mamo, wylało się!
Żółty płyn rozlał się po akrylowej pokrywie sedesu. Zabrałam się za mycie. Przetarcie mokrą szmatką nie pomogło. To może mleczko do czyszczenia? Nie, też nie bardzo. Weźmy więc rozpuszczalnik. Nic z tego. Hmmm... Może ocet? Może roztwór kreta? Woda utleniona? Olej? Nie, nic nie działa. Zaciek na pokrywie i desce sedesowej jak się żółcił, tak się żółci. Może to i kolor tematycznie bliski, ale estetyczny nie za bardzo. Cóż, zostaje nam kupno nowej deski.
Zgaduj teraz zgadula - co to za środek tak zażółcił nam sedes bezpowrotnie? Apteczny płyn do płukania zębów. Leczniczy, na dziąsła. Zalecony przez naszą przemiłą panią doktor, a jakże!
Pozdrawiam wszystkich żółtozębych! ;)
- To jest tata, a to jest mama. To są rodzice. A tu jest dziecko. O, mamo, wylało się!
Żółty płyn rozlał się po akrylowej pokrywie sedesu. Zabrałam się za mycie. Przetarcie mokrą szmatką nie pomogło. To może mleczko do czyszczenia? Nie, też nie bardzo. Weźmy więc rozpuszczalnik. Nic z tego. Hmmm... Może ocet? Może roztwór kreta? Woda utleniona? Olej? Nie, nic nie działa. Zaciek na pokrywie i desce sedesowej jak się żółcił, tak się żółci. Może to i kolor tematycznie bliski, ale estetyczny nie za bardzo. Cóż, zostaje nam kupno nowej deski.
Zgaduj teraz zgadula - co to za środek tak zażółcił nam sedes bezpowrotnie? Apteczny płyn do płukania zębów. Leczniczy, na dziąsła. Zalecony przez naszą przemiłą panią doktor, a jakże!
Pozdrawiam wszystkich żółtozębych! ;)
11.12.08
Pierwsze zdanie Frania
- Papa, tata, papa! - powiedział Franio, wyczerpując połowę swojego słownika, który obejmuje jeszcze słowa "mama" i wedle niektórych doniesień "da". Powiedział to, machając mi łapką przez okno, więc to nie żaden ślepy traf. Ciągle nam się wprawdzie wydaje, że mówi mniej niż Mysz w jego wieku, ale przecież pamiętam, jaką radość sprawiło nam Natkowe "papa" wygłoszone do obiektywu w dniu pierwszych urodzin. Do których Franiowi brakuje jeszcze prawie miesiąca.
Podobno dziewczynki mówią wcześniej i więcej niż chłopcy. To pierwsze się zgodziło, bo Natka swoje pierwsze słowo, bardzo zdecydowane "nie!", wygłosiła w poważnym wieku czterech miesięcy, ale potem było długo nic, jeśli nie liczyć wariantów "nei" i "eń".
Sprawdziłbym dokładnie w zeszycie z pingwinami, ale się gdzieś zapodział. A blog się nie zgubi... zwłaszcza że periodycznie ściągamy go na nasz dysk twardy wgetem. Bo onet pewnego dnia może powiedzieć, parafrazując szatniarza z jednego filmu, "nie mamy pana plików, i co nam pan zrobi?"
Podobno dziewczynki mówią wcześniej i więcej niż chłopcy. To pierwsze się zgodziło, bo Natka swoje pierwsze słowo, bardzo zdecydowane "nie!", wygłosiła w poważnym wieku czterech miesięcy, ale potem było długo nic, jeśli nie liczyć wariantów "nei" i "eń".
Sprawdziłbym dokładnie w zeszycie z pingwinami, ale się gdzieś zapodział. A blog się nie zgubi... zwłaszcza że periodycznie ściągamy go na nasz dysk twardy wgetem. Bo onet pewnego dnia może powiedzieć, parafrazując szatniarza z jednego filmu, "nie mamy pana plików, i co nam pan zrobi?"
7.12.08
Bo o zdrowie trzeba dbać!
- Masz Wojtusiu, proszę, twoja kawa! - Mysz podała Tusiowi stojącą na stole kawę. Tuś bardzo lubi każdego ranka wypić swoją paskudną, gorzką kawę. - Spróbuj, dobre? Dobre? - radośnie pyta Mysz - Słodkie? Wsypałam ci dwa cukry! Teraz będziesz zdrowy!
4.12.08
Szczypta angielskiego
- A wiesz kochanie, flower to po angielsku kwiat.
- Zobacz mamusiu, dwa flauerdy są pinków - odpowiedziała Mysz, wskazując dwa kwiatki na swojej różowej lalce.
- Zobacz mamusiu, dwa flauerdy są pinków - odpowiedziała Mysz, wskazując dwa kwiatki na swojej różowej lalce.
3.12.08
Moja ty słodka pralinko kokosowa!
- O, skarpetki! Ciepło w nóżki?
- Nie!
- Zimno w nóżki?
- Nie!
- To jak w nóżki?
- Nie!
- A jesteś Natką?
- Nie!
- To kim jesteś?
- ...Słodką... kokosową...
- Nie!
- Zimno w nóżki?
- Nie!
- To jak w nóżki?
- Nie!
- A jesteś Natką?
- Nie!
- To kim jesteś?
- ...Słodką... kokosową...
2.12.08
Guzik atomowy
Byłam zajęta, nieważne czym. Nie mogłam natychmiast podejść do wołającej Myszy. W końcu Natalia stanęła na środku pokoju i ze smutkiem, bardzo wyraźnie powiedziała:
- Moja mama nie kocha mnie.
No nie! Z taką artylerią wyjeżdżać na matkę to się jednak nie powinno. Mysz sama prosiła się o napaść Buziakowego Potwora. Nie dała rady odeprzeć zmasowanego ataku i śmiała się do rozpuku.
Nagle przypomniało mi się, że ja też użyłam kiedyś takiego guzika. Z mniejszym wdziękiem, ale równie skutecznie. Miałam kilka lat, siedziałam przy swoim czerwonym cepeliowym stoliczku i chciałam coś wycinać. Poprosiłam mamę o nożyczki. Mama była zajęta i odpowiedziała, że za chwilę mi poda. Ze złością powiedziałam wtedy:
- Zawsze tak mówisz, a potem nigdy tego nie robisz!
Do dziś nie wiem, skąd znalazłam w sobie tyle bezczelności. Nożyczki dostałam natychmiast i do dziś pamiętam, jak bardzo było mi wtedy głupio. Nigdy więcej tego nie próbowałam. No, ale mnie nie zaatakował Buziakowy Potwór.
Ciekawe, czy Mysz będzie jeszcze próbowała naciskać swój atomowy guzik.
- Moja mama nie kocha mnie.
No nie! Z taką artylerią wyjeżdżać na matkę to się jednak nie powinno. Mysz sama prosiła się o napaść Buziakowego Potwora. Nie dała rady odeprzeć zmasowanego ataku i śmiała się do rozpuku.
Nagle przypomniało mi się, że ja też użyłam kiedyś takiego guzika. Z mniejszym wdziękiem, ale równie skutecznie. Miałam kilka lat, siedziałam przy swoim czerwonym cepeliowym stoliczku i chciałam coś wycinać. Poprosiłam mamę o nożyczki. Mama była zajęta i odpowiedziała, że za chwilę mi poda. Ze złością powiedziałam wtedy:
- Zawsze tak mówisz, a potem nigdy tego nie robisz!
Do dziś nie wiem, skąd znalazłam w sobie tyle bezczelności. Nożyczki dostałam natychmiast i do dziś pamiętam, jak bardzo było mi wtedy głupio. Nigdy więcej tego nie próbowałam. No, ale mnie nie zaatakował Buziakowy Potwór.
Ciekawe, czy Mysz będzie jeszcze próbowała naciskać swój atomowy guzik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)