Myszy przydarzyła się infekcja układu wydalniczego. Pani doktor kazała jej pić sok z żurawiny na zakwaszenie moczu, żeby bakteriom utrudnić życie. W aptece znajoma farmaceutka wskazała nam syrop Herbapolu Żurawina z cytryną. Jednak złe oko tatusia wczytało się w etykietkę i oto, co tam znalazło:
"Zagęszczony sok z żurawiny 50% (0,32%)."
Czyli mówiąc po polsku soku z żurawiny w tym syropie jest 0,64%. To znaczy w butelce 420 g jest go 2,69 g. Jakoś nie wierzę, by tyle żurawiny znacząco zakwasiło siuśki Natki, nawet gdyby wypiła z gwinta całą butelkę syropu.
Pani farmaceutka jest nam życzliwa i nie wsadziłaby nas na minę. Wnioskuję, że mili państwo z Herbapolu Lublin świadomie i celowo wkręcają ten syf do apteki jako autentyczny produkt z żurawiny. Jeśli ktoś miałby wątpliwości co do ich intencji, oto stosowna cytata ze strony produktu:
"Żurawina jest od wieków stosowana ze względu na szczególnie cenne walory smakowe oraz zdrowotne. Efektywnie przyczynia się do zmniejszenia zawartości bakterii chorobotwórczych w układzie moczowym i przewodzie pokarmowym."
Kochani, uważajcie na Herbapol Lublin - moim zdaniem to podli oszuści, łotry, łajdaki bez sumienia, oczajdusze, kanalie, glisty moralne i etyczne płazińce.
Uważajcie też na inne Herbapole, bo jeden z drugim od lat nie ma już nic wspólnego, ani też z dawną peerelowską marką i jej zasłużoną renomą. Jeśli któryś jakąś ma, to własną, dla mnie wszystkie dziś zaczynają od zera. Oprócz oczywiście tych z Lublina, którym się apteka z supermarketem pomyliła.
16.4.09
14.4.09
9.4.09
Nieuchronność
- Mamo, mamo, kup mi BARBECZKĘ!Niestety Mysz dowiedziała się z reklam na MiniMini o istnieniu Barbie Calineczki. Grono zwolenników całkowitego zakazu reklamy skierowanej do dzieci powiększyłoby się o dwie osoby... gdybyśmy do niego nie należeli już wcześniej.
Addio pomidory


-Mamusiu, zjedz mnie.
- Ojej, dlaczego mam cię zjeść, Myszko?
- Bo jestem takim pysznym pomidorkiem! - i Mysz "uciekła" ze śmiechem do swojego pokoju.
- Uaaaaaaaa! - wczułam się w rolę - Jestem zjadaczem pomidorków! Zaraz zjem sobie pysznego pomidorrrrrrrra! - pognałam za Myszą.
- Ale ja jestem takim niesmacznym pomidorkiem, wiesz?
- Oooo, to ja muszę najpierw sprawdzić. Tu sobie kawałeczek ugryzę. No rzeczywiście, niezbyt mi smakuje. Chyba nie zjem tego pomidorka.
- Widzisz, nie smakuje ci. I wypluj skórkę na podłogę. I powiedz: blueeeeeee!
7.4.09
...że cię własna matka nie pozna...
- Mamo, mamo, zobacz, to tyyyy! To ty i Franio! Zobacz! - Mysz podbiegła do mnie ze zdjęciem w rączce. Na zdjęciu przytulałam maleńką, czterotygodniową Mysz.- Nie, kochanie, to jesteś ty, tylko jak byłaś taka bardzo, bardzo maleńka, wiesz?
- Nie! To nie jest Natka! Natka tak nie wygląda! To jest Franio! Ja ci pokażę, jak wygląda Natka!
I pobiegła po drugie zdjęcie, na którym ma już dwa lata.
- Popatrz mamo, tak wygląda Natka, widzisz? To jest Natka! A tam jest Franio! Tam jest Franio, wiesz?!
3.4.09
Strażnik Melona
MysiKróliki odwiedził Jaś. Jaś jest niemal pięcioletnim bratem ciotecznym. Jako dojrzały przedszkolak, uczył Natkę nowych zabaw. Biegał po domu z plastikową pompką udającą karabin i "polował na Melona". Natka towarzyszyła starszemu bratu z łopatką i z równą pasją nawoływała psa. Jaś dostrzegł w końcu Melonika ukrytego w głębokim cieniu pod stołem, a dla większej pewności i pod krzesełkiem.
- Trutututu! Trutututu! Trutututu! - strzelał sobie Jaś z pompy/karabinu do psa.
- Pach, pach, pach! - wołała Mysz wymachując łopatką.
Nagle zaległa cisza. Mysz zaczęła się z wielką uwaga przyglądać Jasiowi. Odeszła w drugi koniec pokoju i zaczęła mówić ze smutkiem:
- Jasiu! Jesteś niegrzeczny! Jesteś niedobrym chłopczykiem! Jesteś niedobrym chłopczykiem, bo polujesz na mojego Melonika! Jesteś niedobrym chłopczykiem, bo strzelasz do mojego Melonika! To jest mój Melonik! Nie wolno strzelać do Melonika! Jestem strażnikiem Melona!
- Nie, nie jestem niegrzeczny. Nie jestem niedobry. Wcale nie strzelam do Melonika. Ja też jestem strażnikiem!
Mamie Jasia bardzo spodobała się ta chwila refleksji.
- Trutututu! Trutututu! Trutututu! - strzelał sobie Jaś z pompy/karabinu do psa.
- Pach, pach, pach! - wołała Mysz wymachując łopatką.
Nagle zaległa cisza. Mysz zaczęła się z wielką uwaga przyglądać Jasiowi. Odeszła w drugi koniec pokoju i zaczęła mówić ze smutkiem:
- Jasiu! Jesteś niegrzeczny! Jesteś niedobrym chłopczykiem! Jesteś niedobrym chłopczykiem, bo polujesz na mojego Melonika! Jesteś niedobrym chłopczykiem, bo strzelasz do mojego Melonika! To jest mój Melonik! Nie wolno strzelać do Melonika! Jestem strażnikiem Melona!
- Nie, nie jestem niegrzeczny. Nie jestem niedobry. Wcale nie strzelam do Melonika. Ja też jestem strażnikiem!
Mamie Jasia bardzo spodobała się ta chwila refleksji.
2.4.09
Bo tata nie dał buziaka!
Tuś przyszedł z pracy, przywitał się z wszystkimi i zaczął wybierać się z Melonem na spacer. Nastawiałam pranie i słyszałam z łazienki, jak tłumaczy Myszy, że zaraz wróci i że Melonik też musi zrobić siusiu.
- Dobrze - zgodziła się Mysz.
Trzasnęły drzwi i rozległ się straszny płacz. Wypadłam z łazienki z wizją maleńkiej Myszki zgniecionej ogromnymi pancernymi drzwiami, które odziedziczyliśmy po poprzednich właścicielach mieszkania:
- Natko, co się stało?!
- Bo... bo... bo... - łkała rozdzierająco Mysz - bo... bo Tata nie dał buziaaaaakaaaaaaaa! - rozszlochała się Mysz na całego.
- Ojej, to może popatrzymy przez okno i powiemy Tusiowi, że musi wrócić z buziakiem?
- Tak!
Królik oczywiście koniecznie musiał stać na parapecie z Natką.
- Tataaaaa! Tataaaaa! Tataaaaaa! - płakała Mysz - Już nigdy nie zobaczę Tatusiaaaaaa! - i nagle wpadła na pomysł: - A może powilczymy? Może Tata usłyszy wilczenie?
- Może rzeczywiście - starałam się ją pocieszyć, jak mogłam.
- Auuuuuuuu! Auuuuuuuuuuu! Mamo, wilcz ze mną!
Wilczenia Tuś niestety też nie słyszał, bo był z drugiej strony budynku, ale w końcu pojawił się w zasięgu Mysiego wzroku:
- Tato! Co ty sobie myślisz! - pouczała Tusia Mysz - Miałeś mi dać buziaka!
- O, to ja już wracam do domku, dobrze?
- Tak, wracaj tu!
Tuś zniknął, zamknęłyśmy okno i uspokojona Mysz z radością się do mnie przytuliła, szepcząc:
- Tatuś zgodził się wrócić, wiesz?
- Dobrze - zgodziła się Mysz.
Trzasnęły drzwi i rozległ się straszny płacz. Wypadłam z łazienki z wizją maleńkiej Myszki zgniecionej ogromnymi pancernymi drzwiami, które odziedziczyliśmy po poprzednich właścicielach mieszkania:
- Natko, co się stało?!
- Bo... bo... bo... - łkała rozdzierająco Mysz - bo... bo Tata nie dał buziaaaaakaaaaaaaa! - rozszlochała się Mysz na całego.
- Ojej, to może popatrzymy przez okno i powiemy Tusiowi, że musi wrócić z buziakiem?
- Tak!
Królik oczywiście koniecznie musiał stać na parapecie z Natką.
- Tataaaaa! Tataaaaa! Tataaaaaa! - płakała Mysz - Już nigdy nie zobaczę Tatusiaaaaaa! - i nagle wpadła na pomysł: - A może powilczymy? Może Tata usłyszy wilczenie?
- Może rzeczywiście - starałam się ją pocieszyć, jak mogłam.
- Auuuuuuuu! Auuuuuuuuuuu! Mamo, wilcz ze mną!
Wilczenia Tuś niestety też nie słyszał, bo był z drugiej strony budynku, ale w końcu pojawił się w zasięgu Mysiego wzroku:
- Tato! Co ty sobie myślisz! - pouczała Tusia Mysz - Miałeś mi dać buziaka!
- O, to ja już wracam do domku, dobrze?
- Tak, wracaj tu!
Tuś zniknął, zamknęłyśmy okno i uspokojona Mysz z radością się do mnie przytuliła, szepcząc:
- Tatuś zgodził się wrócić, wiesz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)