23.7.09

Piosenek ciąg dalszy

... i jest na dworze...
i pada deszcz...
i nie wiem co zrobić...
nasza rodzina...
ducha świętego...
bardzo dziękujemy za...
królestwo cioci Aaani
świętojańskie...
serce bije, serce bije z radości sto lat

17.7.09

Myszka zmienną jest

Ponieważ jeśli chodzi o typowo kobiecą zmienność nastrojów i ogólną nieodgadnioność (jest takie słowo? no to już jest), Ula jest raczej nietypową przedstawicielką swej płci i zawsze da się z nią dojść do tego, o co chodzi, los uznał za słuszne i sprawiedliwe obdarzyć mnie kobietą wprawdzie miniaturową, ale za to stupięćdziesięcioprocentowo zmienną i nieodgadnioną.
Przed wyjściem do pracy:
"Mamo, tata mnie obślinił!"
Po wyjściu do pracy:
"Taaatoooo!!!" i straszny, rozpaczliwy płacz, bo Natka chce buziaka.
Oba stany dzieli mniej więcej 30-sekundowa przepaść.

16.7.09

Ugryzienia i inne kąpielowe bąbelki.

- O tutaj mnie boli, mamusiu, zobacz - podczas kąpieli Mysz pokazała mi komaropodobny ślad w okolicach nerek.
- Ojej, coś Cię tu chyba dziabnęło.
- Taaak, jakiś drapieżnik.
--
- Mamo, mamo, juuuż.
- Koniec kąpieli?
- Tak, zobacz jaka już jestem czyściutka. Czyściusieńka.
--
- Mamo, już się wykąpałam.
- Dobrze kochanie, już idę.
- Mamo, mamo, szybciutko! Szybciutko, szybciutko, bo płyną krokodyle!
--
Po kąpieli:
- Myszko, mogę cię ubrać już?
- Nie! Jeszcze nie. - jest bardzo gorąco, więc wcale się Myszy nie dziwię.
- Chociaż majteczki ci założę.
- Nie. Idę do pracy wiesz?
A później jeszcze zmiana strategii:
- Jestem psem, jestem psem, JESTEM PSEEEEM!
- Nie kochanie, jesteś człowiekiem. Jesteś dziewczynką.
- Nie! Jestem psem, a psy nie mają majtek! Psy nie mają majtek, tylko futro!
Rozbroiła mnie i zgodziłam się.
- Mamo, ja chce być człowiekiem!

13.7.09

Królicze gadanie

- Franek, zacznij już wreszcie mówić, no! - rozdrażniło mnie w końcu to ciągłe myczenie.
- Ależ on mówi! - natychmiast zaczęła bronić go Mysz. - Mówi "mama", "tata", "baba"...
To prawda. Mówi też: "kowa" (krowa), "kokki" (klocki) i "khem" (krem) , ale na "Zobacz mamusiu, gołębie jedzą ziarno na trawie" to muszę jeszcze poczekać. Ach to moje macierzyństwo - takie wiecznie niecierpliwe...

PS No dobrze, dobrze - woła też Melona (Meno), i czasami mówi "Nata", "Tama", "bam", "tak", "nie", "dobdzie" i "źle".
PPS Tak, Mysz naprawdę powiedziała "ależ"

12.7.09

Sowa incognito


Natka usłyszała przez otwarte okno gruchanie synogarlicy.
- Słyszysz, tatusiu? To sowa!
- Nie, to synogarlica, taki ptaszek podobny do gołębia.
- Słyszę huhuwanie, to musi być sowa.
- Ale ja widziałem synogarlicę na parapecie!
- To sowa przebrała się w sernicę.
Na szczęście na spacerze mogłem jej pokazać siedzącą na latarni synogarlicę, która huhuwała jak trzeba i mój autorytet zyskał konieczną podbudowę.
PS Dziś na spacerze MysiKróliczoMelonowym:
- Słyszysz mamo? Słyszysz? Hu huu hu! Hu huu hu! To sowagarlica, wiesz?
fot. (c) Dixi na podst. GNU FPL

10.7.09

W obronie "ja"

- Mamo, nigdy więcej nie mów do mnie "kruszynko"! Jestem NATKA!
Noooo, taki tekst musiał mieć jakieś mocne motywy. Jako że każdy z nas jest po trosze lekarzem, a zatem i psychologiem, pozwolę sobie pozgadywać. Okres pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia to czas, kiedy dziecko coraz wyraźniej zdaje sobie sprawę ze swojej odrębności i wyjątkowości, coraz mocniej określa swoją tożsamość. Ale na początku jest ona krucha. Myślę, że Mysz instynktownie broni swojego nowonarodzonego "ja" przed rozmyciem go w morzu zdrobnień i czułych pseudonimów. "Natka Trzylatka" przeszła, może dlatego, że Mysz dumna jest ze swojego poważnego wieku, ale już "Natka Jubilatka" - nie.
To szczególnie ciekawe w kontekście wczorajszego posta. Jakoś jej nie niepokoi podmienianie tożsamości na wymyślone role i imiona. Może dlatego, że kontrolę nad tą zabawą ma osoba, do której Mysz ma pełne zaufanie - ona sama...

9.7.09

Mój brat, Bordon

Mysz ma fazę na wymyślanie sobie kolejnych imion, na przykład Malinia, Melita, Kugarda (!), Majtipa, Bogajdyka (!!), Majićsia. Na tym nie koniec. Królik to Ikajmini (nie mamy pojęcia, skąd u niej tyle lingwistycznej fantazji), a ostatnio Bordon.
Na działce Mysz zobaczyła Królika schodzącego w jej stronę po schodkach:
- Bordon! Kochany! Bordonie, słoneczko! Tak się cieszę, że cię widzę!
Franio radośnie poklepał się w nowy kask rowerowy.
- Nooo, widzę, że masz kask - natychmiast zrozumiała go Mysz.

fot. z prawej Magnee