13.11.09

Pożegnanie


Dzisiejszej nocy, o 2.20 odeszła od nas Babcia Krysia.
Żegnaj Babciu! Do zobaczenia!

12.11.09

Dendrologia według Myszy

- Mamo, z tego drzewa spadają kasztany - to jest kasztanowiec, wiesz?
- Tak, kochanie, wiem.
- A z tamtego spadają szyszki, bo to jest szyszkowiec.

7.11.09

Tata na Myszogrodzie przegrywa z naturą

Natura samcza jaka jest, wiadomo. To znaczy ostatnio nie wiadomo, bo podobno wrodzona samcza poligamia to czysto męski świńskoszowinistyczny wymysł mający na celu li tylko usprawiedliwienie naszych wybryków, ale czy wypływa to z natury, kultury czy obojga pospołu, faktem jest, że znanym mi mężczyznom będącym w stałym związku zdarza się odruchowo popatrzeć na kobietę niebędącą tego związku drugą połową nie jak na innego człowieka, lecz jak na kobietę właśnie. Czyli potencjalne dopełnienie najkrótszej choćby koniugacji. Mi w takich sytuacjach zwykle wyłazi na twarz ponury grymas, nie tyle dla odstraszenia co po prostu jako wyraz wewnętrznego dźgnięcia ościeniem sumienia w miętkie.
Ostatnio błądząc pośród supermarketowych półek, wpadłem znienacka na jakąś brunetkę, którą mój niewyłączalny automat zaraz wstępnie zaklasyfikował do najwyższej istniejącej kategorii. Zanim moja gęba zdążyła się boleśnie wykrzywić, rozlał się po niej błogi uśmiech, grożący mi zaliczeniem do kategorii nieuleczalnych idiotów. Jednak brunetka go odwzajemniła. Wiedziała swoje.
Była to bowiem moja żona.

6.11.09

Mysz choruje

Ledwie udało nam się pokonać zapalenie krtani w Króliczarni (bez malinowego antybiotyku się niestety nie obeszło), choroba rozpanoszyła się po całym Myszogrodzie. Kłopot w tym, że skoro to zwykłe przeziębienie (wciąż uporczywie trzymamy się tej wersji), syrop nie jest już dziecięco dosmaczany. Przy aplikowaniu leków rozlega się zatem:
- Ale Franio miał taki malinowy syropek! Dlaczego ja mam taki gorzki? (lub kwaśny w zależności od nastroju) - Ja chcę ten syrop Frania!
Opowiadamy Myszce o bakteriach i wirusach. Tuś znalazł nawet genialne porównanie rozmiarów i teraz co jakiś czas rozlega się prośba:
- Włącz mi ziarenko kawy, ziarenko ryżu i ziarenko sezamu - nigdy nie pomija żadnego z tych składników.
Mysz macha suwakiem, a Tuś cierpliwie opowiada o pantofelkach, komórkach skóry, bakteriach i przeciwciałach. Natka podczas tej choroby mocno się edukuje, ale na rezolutności nie traci nic a nic:
- Myszko, mogę Ci dać lekarstwa?
- Nie. Spokój możesz mi dać.

3.11.09

Kwiaty dla Algernona

Yesterday. Zawsze myślałam, że to piosenka o miłości. Nic z tych rzeczy. To piosenka o jednym z największych nieszczęść ludzkości. Piosenka o starości. O tym, jak nie możesz już wstać i wyjść samodzielnie do toalety, o tym, jak ktoś inny musi cię myć, obcinać ci paznokcie, poić przez słomkę, karmić bezkształtną papką, bo bez swojej szczęki nie możesz nic ugryźć. Bo szczęki nie możesz już mieć, szczęką się możesz zadławić. A jeśli się zadławisz, nikt się o tym nie dowie, bo ten ktoś od wysadzania do wiaderka przyjdzie dopiero nad ranem.
Może to i lepiej, że rozmawiasz już głównie ze zmarłymi, ale te chwile gdy na moment wraca świadomość, gdy zdajesz sobie sprawę, że twoich bliskich nic już nie obchodzisz, że dopiero rankiem przyjdzie ten ktoś, ten ktoś całkiem obcy - te chwile to koszmar.
I ten stary człowiek, najstarszy z nas patrzy na nas i mówi: "mama?" Z tą straszną ufnością. Niech no by tylko znalazła się tutaj ta mama. Niech by popatrzyła na swoje maleństwo takie bezbronne. Rozpędziłaby nas wszystkich na cztery wiatry! Jak my śmiemy uzurpować sobie prawo opieki nad jej ukochanym maleństwem! Maleństwem, które jeszcze wczoraj było w pełni sprawną osobą. Mogącą o sobie decydować, będącą dla innych wsparciem.

Yesterday, all my troubles seemed so far away
Now it looks as though they're here to stay
Oh, I believe in yesterday

Suddenly, I'm not half the man I used to be
There's a shadow hanging over me.
Oh, yesterday came suddenly

31.10.09

Natka tworzy

Na granie w gry komputerowe Mysz jest naszym zdaniem za mała. Jej zdaniem też. To znaczy czasem próbuje spróbować, kiedy tata w coś gra, ale dość szybko odpuszcza. Jest jednak wyjątek: tworzenie własnego stwora w grze Spore wciąga ją na długo. Z trudem obejmując dużą mysz małą mysią łapką, mozolnie przeciąga i upuszcza w upatrzonym miejscu ręce, pyski, oczy, gruczoły jadowe czy skrzydła. Potem maluje - po długim przebieraniu we wzorach i kolorach prawie zawsze wybiera fiolet z różowym pasem, no cóż... A potem każe stworowi biegać, skakać, tańczyć w balecie czy uciekać przed rojem pszczół i śmieje się do rozpuku.
Ostatnio zobaczyła, jak tata robi sobie awatara w Plants vs Zombies i też spróbowała. Efekty są po lewej. Uwaga: nikt Natce nie pomagał! No, najwyżej przypominając, skąd bierze się stopy czy nakrycia głowy.

26.10.09

Barykada

Przyszła do pracy nowa pani. Pani, nazwijmy ją, Nowa. Pracy, jak wiadomo, w pracy dużo, więc się bardzo ucieszyłam. "Odciąży nas", pomyślałam naiwnie. Jako że pani Nowa była nowa, uznałam że należą jej się szczególne względy - tak na początek przynajmniej. Byłam dla niej bardzo uprzejma, pomocna i generalnie wyjątkowo milutka. To nic, że nic nie umie - w końcu jest nowa, nauczy się. To nic, że trochę plecie - jest nowa, wdroży się. To nic, że ma nieco odpychający sposób bycia - poznamy się. Poza tym pani Nowa jest w wieku mojej mamy i ma prawo być nieco dziwaczna.
Trzeciego, może czwartego dnia pani Nowa zaczęła być wobec mnie władcza. Z początku wydawało mi się, że się przesłyszałam i nie zwróciłam większej uwagi.
Niestety po którymś kolejnym wtrąceniu się do mojej pracy i pouczaniu mnie tonem nieznoszącym sprzeciwu (przy jednoczesnym braku wiedzy w temacie, dodajmy), nie było już wątpliwości - pani Nowa uznała mnie za swoją podwładną!
No tego już było za wiele! Ani wiedzą, ani rozumem, ani poglądami ("Majorka była kiedyś piękna, ale teraz to jest już całkiem rozdeptana") nie mogła mi pani Nowa niestety zaimponować, a braku wiedzy nie można nadrabiać wiekiem (Chopin nie może być uważany za Polaka, bo nie dość, że nie znał polskiego, to jeszcze wyjechał do Francji w wieku dziecięcym - tak, tak, nie trzeba przecierać monitora, takie właśnie opinie padały z jej ust).
Szkoda czasu na opisywanie jej prób budowania pozycji. Grunt, że nie miałam wyjścia, musiałam się okopać. Jestem dla pani Nowej najbardziej nieprzyjemną osobą w pracy. Dziś na przykład łaskawa była pouczyć mnie, że mam nieodpowiedni pulpit , bo na zdjęciu nie widać twarzy moich dzieci. Bez cienia wahania odparłam, że nie każdy ma prawo ich buzie oglądać.
Nie czuję się z tym komfortowo, przyznaję, ale nie mam wyjścia, bo jeśli nie traktuję jej z buta, zaczyna mi wydawać rozkazy.
Strasznie mi przykro że na tym świecie istnieją ludzie, dla których uprzejmość jest oznaką słabości.