26.5.10

Reguła numer jeden

Gramy w Czarnego Piotrusia. Natka w kółko wygrywa. W końcu Królik się znudził i poszedł bawić się autami.
- Skoro Franek już nie gra, to może zagramy w rulonika.
- A na czym ta gra polega, Myszko?
- Jedna osoba trzyma wszystkie karty, a inni jej zabierają.
- A kto wygrywa?
- Yyy... Ja!

22.5.10

Królik doświadczalny

- Franiu, chcesz spróbować Ajvaru? - poznawczo spytał Tuś
- Zgłaszam protest - stwierdziłam spokojnie.
- ?
- Nie mogę zabronić, ale zgłaszam protest. Uważam, że to zły pomysł.
- Ale próbowałaś tego? To jest łagodne.
- Nie, ale to śmierdzi jakby było gorzkie, kwaśne i ostre. Nie zrobi mu krzywdy, ale będzie mu przykro, jak mu się ten smak po buzi rozleje.
- To nie jest gorzkie. Ma w składzie paprykę, pomidory i bakłażan.
- O, a może zrobimy musakę? - wpadłam nagle na świetny pomysł.
- No wiesz! On jest za mały, żeby pić sake!

21.5.10

Cierpliwa Myszka

Natka zauważyła u babci w domu przenośny stopień.
- Babciu, dlaczego to tu stoi?
- Bo ja jestem malutka i muszę czasem na to wchodzić, żeby dosięgnąć.
- A dlaczego jesteś malutka?
- Bo nie urosłam.
- A, to musisz być cierpliwa. Ja cierpliwie czekam, aż urosnę i pójdę do szkoły

19.5.10

Miażdżący argument

Kiedy dochodzi do wymiany opinii, półtora roku robi wielką różnicę.
- Mamo, coś tu śmierdzi! Franek zrobił kupę!
- Nie, mama, ja nie kupa, nie ja, nie ja!
- Tak, ty zrobiłeś kupę!
- Nie, to Melo, to Melo [Melon, nasz pies]
- To nie Melon, to ty!
- Nie ja! To Melo!
- To nie Melon! Czy widzisz tu jakiegoś psa w samochodzie?
[a wszystko przez jednego małego bączka]

9.5.10

Królicze skoki

Franio rozwija swój słownik metodą króliczych skoków. Od dwóch miesięcy nic, nic i nic, a potem w ciągu tygodnia:
paluk (pająk)
siuś (wąż)
posie (proszę)
szpak (taki ptak)
pasy! (gdy Tata zapomni zapiąć w samochodzie)
kukułka! (pobudka!)
gok (dog - czasem po angielsku jest łatwiej)
bik (byk, bardzo groźny z Baranka Shauna).
No dobra, dwa ostatnie to nam się przypomniały z ostatniego może miesiąca, ale dla równowagi pierwsze cztery to żniwo ostatnich dwóch dni.
Trzymamy kciuki. Skacz dalej, Króliczku!

1.5.10

Samolot

Rozmawiając z dziećmi, nie stosujemy zdrobnień, staramy się mówić w sposób prosty, ale zawsze jasno przedstawiając sytuację. Dlatego kiedy w tamten poniedziałek Natka wyruszyła do przedszkola, byłam spokojna, że wie, co się dzieje, dlaczego wszyscy są trochę bardziej smutni, czemu panuje przygnębienie.
We wtorek, zaniepokojona doniesieniami o katowaniu dzieci w przedszkolach transmisjami z lotniska, zapytałam jednak Panią, jak przebiegł tamten dzień. Na szczęście nasze Panie mają poukładane tu i tam, więc po prostu porozmawiały z dziećmi i wyjaśniły im, kim była para prezydencka.
- Ale wie pani, dzieci generalnie mówiły, że "samolot bam" - z nutką skargi powiedziała Pani.
Duma mnie rozparła - przecież Natka tak pięknie się wysławia, że w życiu by tak nie powiedziała. I wtedy przypomniało mi się, jak w sobotę rozmawiała z Babcią przez telefon:
- Wiesz Babciu, spadł ten samolot i tam był ten ksiądz i oni wszyscy zginęli i wiesz co? - tu nagle uderzyła w rozpacz - i już nigdy nie pójdziemy na zakupy!
Oj Mamo ty na Myszogrodzie, nigdy nie jest za późno na odrobinę pokory.

29.4.10

Córeczka...


... Tatusia

... Mamusi