Szkolne zajęcia. Dzieci ustawiają się w kręgu, jedno staje na środku, a pozostałe muszą o nim coś miłego powiedzieć.
- Wiesz, mamusiu, wszyscy byli bardzo mili, ale oni mówili tylko takie nieważne rzeczy - że mam ładne oczy i takie tam, a to przecież wcale nie jest ważne! Ale jeden kolega naprawdę opowiedział o mojej duszy, wiesz? Powiedział, że jestem taka miła. I wiesz co, wcale mu nie powiem, że on nie jest taki ładny.
21.3.13
8.3.13
Iberina
Kochani!
Dawno się nie odzywaliśmy. Nie zamknęliśmy jeszcze naszych blogów, ale chwilowo zajmujemy się wychowywaniem trzeciego dziecka - sklepiku internetowego Iberina.pl.
Jest ono jeszcze nieco krnąbrne, ale brak posłuszeństwa nadrabia ogromem uroku.
Z przyjemnością zapraszamy Was do zaglądania :)
Zdradzę jeszcze, że pracownię, w której wykonujemy nasze prace, zbudowaliśmy w piwnicy i kiedy ostatnio odprowadzałam Królika do przedszkola, wymieniliśmy się takimi życzeniami:
- Bądź grzeczny i baw się dobrze w przedszkolu, Króliczku.
- Dziękuję, a ty baw się dobrze w piwnicy, mamusiu.
Dawno się nie odzywaliśmy. Nie zamknęliśmy jeszcze naszych blogów, ale chwilowo zajmujemy się wychowywaniem trzeciego dziecka - sklepiku internetowego Iberina.pl.
Jest ono jeszcze nieco krnąbrne, ale brak posłuszeństwa nadrabia ogromem uroku.
Z przyjemnością zapraszamy Was do zaglądania :)
Zdradzę jeszcze, że pracownię, w której wykonujemy nasze prace, zbudowaliśmy w piwnicy i kiedy ostatnio odprowadzałam Królika do przedszkola, wymieniliśmy się takimi życzeniami:
- Bądź grzeczny i baw się dobrze w przedszkolu, Króliczku.
- Dziękuję, a ty baw się dobrze w piwnicy, mamusiu.

23.10.12
Bo zupa była ze słonia
Tata na Myszogrodzie gotować lubi, aby nie codziennie. Trudno mu tylko powstrzymać się od "poprawiania" potrawy za pomocą kolejnych "ulepszeń". Mysz, jako ta bardziej dojrzała i do tego kobieta świadoma jest emocjonalnej traumy, jaką gotującemu sprawia krytyka jego kuchni. Dlatego często zwracając miskę z niedojedzoną kolorową breją, uśmiecha się promiennie i mówi:
- Dziękuję bardzo, tatusiu! Za smaczne było dla mnie.
- Dziękuję bardzo, tatusiu! Za smaczne było dla mnie.
Bo zupa była za słona
MnM nie do końca radzi sobie w kuchni, wiadomo o tym nie od dziś. MysiKróliki wiedzą jednak, że krytyka powinna być konstruktywna i nie powinna załamywać krytykowanego:
MnM: Króliczku, próbowałeś już obiadek?
Królik: Taaak. A wiesz mamo, że jak tata gotuje, to codziennie mu się udaje?
MnM: Proszę, Króliczku, to twoja kanapeczka.
Królik: O, dziękuję, całkiem niezła jak na mamę.
MnM: Króliczku, próbowałeś już obiadek?
Królik: Taaak. A wiesz mamo, że jak tata gotuje, to codziennie mu się udaje?
MnM: Proszę, Króliczku, to twoja kanapeczka.
Królik: O, dziękuję, całkiem niezła jak na mamę.
27.8.12
Idzie nowe.
Każdy dom ma swoje tajemnice. Na przykład ukrywa przed mieszkańcami jakiś przedmiot i przez całe lata broni go przed odnalezieniem przez domowników. U moich rodziców jest to środek-od-wiosła (przez wszystkie te lata skleił się z tego jeden wyraz) - metrowy drewniany drąg, który zaginął w roku osiemdziesiątym piątym zeszłego stulecia. Zewnętrzne drągi z piórami nigdy nie zaginęły i leżały spokojnie na własnej ojca roboty pawlaczu.
W naszym domu zaginiony był klosz lampy kuchennej. Szukaliśmy go przez pięć lat i dziś właśnie odnalazł się dokładnie w tym miejscu, w którym oboje go szukaliśmy.
Tuś miał łzy w oczach. Z dumą umieścił klosz we właściwym miejscu.
Kuchnię wypełnia teraz spokojne, przytulne światło domowego ogniska.
To koniec jednej i początek zupełnie nowej ery.
--
A skoro już o początkach mowa, z przyjemnością zawiadamiamy, że nasza sześcioletnia już Myszunia za tydzień stanie się "szkolakiem", jak to pięknie wyekstrasobiepolowała.
W związku z tym doniosłym wydarzeniem postanowiliśmy zabezpieczyć nasze blogi hasłem. Jeśli chcielibyście uzyskać dostęp, napiszcie prosimy na adres: myszogrod@gmail.com.
W naszym domu zaginiony był klosz lampy kuchennej. Szukaliśmy go przez pięć lat i dziś właśnie odnalazł się dokładnie w tym miejscu, w którym oboje go szukaliśmy.
Tuś miał łzy w oczach. Z dumą umieścił klosz we właściwym miejscu.
Kuchnię wypełnia teraz spokojne, przytulne światło domowego ogniska.
To koniec jednej i początek zupełnie nowej ery.
--
A skoro już o początkach mowa, z przyjemnością zawiadamiamy, że nasza sześcioletnia już Myszunia za tydzień stanie się "szkolakiem", jak to pięknie wyekstrasobiepolowała.
W związku z tym doniosłym wydarzeniem postanowiliśmy zabezpieczyć nasze blogi hasłem. Jeśli chcielibyście uzyskać dostęp, napiszcie prosimy na adres: myszogrod@gmail.com.
12.8.12
A ja szyję i szyję i niedługo przeszyję...
Nigdy nie potrafiłam szyć. Nigdy!
Wszycie guzika graniczyło u mnie z obłędem, a uszkodzone ubrania trafiały na dno szafy z nadzieją nie trafienia na nie już nigdy, nigdy, nigdy!
Ale kilka miesięcy temu, gdy szykowaliśmy się do naszej wielkiej wyprawy, zauważyłam, ze właściwie brakuje mi spodni. To już nie było "ja nie mam co na siebie włożyć", to była jedna para rozpadająca się na szwach.
I wizja rajdu po galeriach handlowych.
O nie! Tego już było za wiele - przecież nie miałam się w co ubrać, żeby się na te zakupy wybrać.
I tak pojawił się pomysł szycia.
MnM i maszyna do szycia? Niemożliwe!
Ale zaraz, "skoro Zośka z góry może szyć, to co w tym może być trudnego?"
To właściwie geometria, prawda? Tylko taka bardziej giętka.
I tak od myśli do myśli kupiliśmy maszynę.
Przeczytałam instrukcję i uszyłam sobie spodnie. Właściwie to cztery pary od razu. W trzy dni i dwie noce, bo musiałam je zabrać na wyprawę.
Wprawne oko wypatrzy je na naszych zdjęciach, bo właściwie nie nosiłam tam nic innego.
A teraz pomysły same pchają mi się do głowy i szyję dla każdego kto za głośno nie protestuje.
Jeśli więc macie jakieś potrzeby, nie krępujcie się, z przyjemnością nauczę się jak ich nie popsuć :)
A to kilka próbek:
Wszelkie rady i krytyki przyjmę ;)
Wszycie guzika graniczyło u mnie z obłędem, a uszkodzone ubrania trafiały na dno szafy z nadzieją nie trafienia na nie już nigdy, nigdy, nigdy!
Ale kilka miesięcy temu, gdy szykowaliśmy się do naszej wielkiej wyprawy, zauważyłam, ze właściwie brakuje mi spodni. To już nie było "ja nie mam co na siebie włożyć", to była jedna para rozpadająca się na szwach.
I wizja rajdu po galeriach handlowych.
O nie! Tego już było za wiele - przecież nie miałam się w co ubrać, żeby się na te zakupy wybrać.
I tak pojawił się pomysł szycia.
MnM i maszyna do szycia? Niemożliwe!
Ale zaraz, "skoro Zośka z góry może szyć, to co w tym może być trudnego?"
To właściwie geometria, prawda? Tylko taka bardziej giętka.
I tak od myśli do myśli kupiliśmy maszynę.
Przeczytałam instrukcję i uszyłam sobie spodnie. Właściwie to cztery pary od razu. W trzy dni i dwie noce, bo musiałam je zabrać na wyprawę.
Wprawne oko wypatrzy je na naszych zdjęciach, bo właściwie nie nosiłam tam nic innego.
A teraz pomysły same pchają mi się do głowy i szyję dla każdego kto za głośno nie protestuje.
Jeśli więc macie jakieś potrzeby, nie krępujcie się, z przyjemnością nauczę się jak ich nie popsuć :)
A to kilka próbek:
Mysz i Helenka, czyli Dzwoneczek i Wróżka Ogrodowa
(Mysz niezadowolona, bo dlaczego ma pozować do zdjęć?!)
Ciocia Ania i jej szyta w tajemnicy sukienka
(krojona z "pożyczonej"koszuli).
- Oj mamo, ile jeszcze tego pozowania?!
- Może jeszcze tylko jeden obrót, dobrze? I jeszcze jeden w spódniczce.
Wszelkie rady i krytyki przyjmę ;)
9.8.12
Po powrocie
Kochani, przepraszamy, że nasz film się tu urwał.
Podczas naszej podróży byliśmy już tak zmęczeni, że udało nam się tylko zamieszczać (choć też nie zawsze systematycznie) zdjęcia na Króliczarni.
Zapewniam, że wróciliśmy cali, szczęśliwi, niezbyt wypoczęci i gotowi do dalszych podróży, na które Was oczywiście zabierzemy.
Chwilowo byczymy się w chacie za wsią czekając na napływ sił do... chyba do wszystkiego właściwie ;)
MnM nabywa nowych umiejętności w dziedzinie dotąd zupełnie niedostępnej, jaką jest...
nie, nic więcej nie dodam - muszę jeszcze trochę nabyć, żeby się chwalić.
Ale zdjęcia niebawem :)
Podczas naszej podróży byliśmy już tak zmęczeni, że udało nam się tylko zamieszczać (choć też nie zawsze systematycznie) zdjęcia na Króliczarni.
Zapewniam, że wróciliśmy cali, szczęśliwi, niezbyt wypoczęci i gotowi do dalszych podróży, na które Was oczywiście zabierzemy.
Chwilowo byczymy się w chacie za wsią czekając na napływ sił do... chyba do wszystkiego właściwie ;)
MnM nabywa nowych umiejętności w dziedzinie dotąd zupełnie niedostępnej, jaką jest...
nie, nic więcej nie dodam - muszę jeszcze trochę nabyć, żeby się chwalić.
Ale zdjęcia niebawem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






