7.6.09

Wielka litera.

- Tato, tato, zobacz! Tato, zrobiłam wielką literę! Oto wielka litera! Sama ją zrobiłam.
Z pociągów.
- Tak! Pięknie! To wielka litera t. T jak tata, czyli ja.
- Tak. T jak ty, tato.
I t jak ty, Franiu.
I t jak ty, mamo.
- No tak, t jak ty.
- Jak jaaaaaa?
To znaczy, Natka?

5.6.09

Sto lat, sto lat, sto lat, sto lat, niechaj żyje nam!

Oto Tuś i jego urodzinowa kanapka. Tym razem zabrał do pracy tylko jedną...









Nie chciała zmieścić się w plecaku, ale Tuś tak bardzo się tym nie martwił.








Żyj nam Tusiu STO LAT!

PS.
- Gdzie jest Tuś, Myszko?
- No w pracy.
- A co tam robi?
- Je kanapki!

3.6.09

Odra - szczepić czy nie?

ODRA: niebezpieczna choroba

ROALD DAHL

Olivia, moja najstarsza córka, w wieku siedmiu lat złapała odrę. W przebiegu choroby nie było nic szczególnego, pamiętam, jak czytywałem jej, leżącej w łóżeczku, i nie czułem się specjalnie zatroskany. I wtedy pewnego ranka, kiedy już była na drodze do wyzdrowienia, siedziałem na jej łóżeczku i pokazywałem jej, jak robić zwierzątka z kolorowych szczoteczek do fajki, i kiedy próbowała robić to sama, zauważyłem, że jej palce i umysł nie pracują razem i nic jej nie wychodzi.

"Dobrze się czujesz?" zapytałem.

"Jestem bardzo śpiąca," powiedziała.

Po godzinie straciła przytomność. Po dwunastu godzinach umarła.

Odra rozwinęła się u niej w straszną chorobę zwaną zapaleniem mózgu i lekarze nie mogli nic zrobić, żeby ją uratować.

To było dwadzieścia cztery lata temu, w 1962 roku, ale także dziś, jeśli u dziecka z odrą rozwinie się to samo zabójcze powikłanie co u Olivii, lekarze wciąż nie będą mogli nic zrobić.

Z drugiej strony, dziś rodzice mogą zrobić coś, by mieć pewność, że ta tragedia nie przydarzy się ich dziecku. Mogą dopilnować, aby ich dziecko zostało zaszczepione przeciw odrze. Nie mogłem zapewnić tego Olivii w 1962, bo w tamtych czasach nie wynaleziono jeszcze dobrej szczepionki przeciw odrze. Dziś skuteczna i bezpieczna szczepionka jest dostępna dla każdej rodziny i wszystko, co trzeba zrobić, to poprosić lekarza o jej przepisanie.

Wciąż jeszcze nie uważa się odry za niebezpieczną chorobę.

Uwierz mi, jest niebezpieczna. Moim zdaniem rodzice, którzy odmawiają zaszczepienia swoich dzieci, narażają ich życie.

W Ameryce, gdzie szczepienia na odrę są obowiązkowe, odra tak jak ospa została właściwie wyeliminowana.

W Wielkiej Brytanii, gdzie wielu rodziców z uporu, niewiedzy czy strachu odmawia zgody na szczepienie ich dzieci, wciąż mamy sto tysięcy przypadków odry co roku.

Spośród nich ponad 10 000 ucierpi z powodu takich czy innych powikłań.

Co najmniej u 10 000 rozwiną się zakażenia ucha lub dolnych dróg oddechowych.

Około 20 umrze.

ZASTANÓW SIĘ NAD TYM.

Co roku około 20 dzieci w naszym kraju umrze na odrę.

A co z ryzykiem, na jakie wystawiasz dziecko na skutek szczepienia?

Jest prawie żadne. Posłuchaj: w okręgu liczącym około 300 000 mieszkańców tylko jedno dziecko raz na 250 lat ucierpi wskutek poważnych powikłań po szczepionce na odrę! To szansa mniej więcej jedna na milion. Sądzę, że jest większa szansa udławić się czekoladką niż poważnie rozchorować się od szczepionki na odrę.

Więc o cóż się jeszcze martwisz?

To naprawdę graniczy z przestępstwem, by dziecko nie było szczepione.

Najlepiej zrobić to około 13 miesiąca życia, ale nigdy nie jest za późno. Wszystkie dzieci w wieku szkolnym, które jeszcze nie były szczepione, powinny błagać rodziców, aby umówili je na szczepienie jak najszybciej.

Dwie z moich książek zadedykowałem Olivii, pierwsza to Kuba i ogromna brzoskwinia. To było, kiedy jeszcze żyła. Drugą, BFO, zadedykowałem jej pamięci po jej śmierci na odrę. Możesz przeczytać jej imię na początku obu tych książek. I wiem, jak bardzo by się cieszyła, gdyby wiedziała, że jej śmierć pomogła zapobiec chorobom i śmierci innych dzieci.

---

Od czasu gdy Roald Dahl, ojciec pięciorga i autor wielu znanych książek dla dzieci zmarły w 1990 roku, napisał ten list do innych rodziców, minęły 23 lata. I wciąż są na świecie ludzie, i to wcale liczni, którzy wybierają dla swoich i nie tylko swoich dzieci chorobę zamiast zdrowia. I znów na odrę zaczynają umierać dzieci. Każda śmierć z powodu chorób, na które są skuteczne szczepionki, obciąża sumienie przeciwników szczepień.

PS O panice wywołanej rzekomym związkiem szczepionki MMR (przeciw odrze, śwince i różyczce) z autyzmem pisałem wcześniej tu: http://myszogrod.blogspot.com/2009/02/szczepienia-mmr-i-autyzm.html

1.6.09

Kwestia podejścia.

Mysz boczy się, bo jej zabroniłam siedzieć gołą pupą na zimnej podłodze. Tłumaczę:
- Kochanie, ale to dlatego, że nie chcę, żebyś później chorowała. To z miłości.
- NIE! To... yyy... z brzydości!
--
Rozmawiając z Tusiem:
- Dam ci dużo gumy do żucia. W nagrodę. Ale nie możesz zjeść za dużo obiadu!

30.5.09

Nawet psa się tak nie zostawia!

Jest już noc. Króliczek śpi w swoim łóżeczku. Dobrze mu tam. Mysz śpi w naszym łóżku. Tej nocy ani na chwilę nie spuszczę jej z oka.
Wracaliśmy wieczorem do domu. Szłam z tyłu, prowadząc Króliczka za rękę. Przed nami szedł Tuś, a przed nim podskakiwała Myszka, coraz bardziej się oddalając. Przechodząc pod naszym oknem, przyspieszyła i skręcając za róg, pobiegła do klatki. Tymczasem Tuś chwilę wcześniej zdał sobie sprawę, że zniknęła mu z oczu w cieniu drzewa i zaniepokojony niemal pobiegł naprzód. Okrążył róg. Nie widzieliśmy jej dwie, może trzy sekundy. Niestety to wystarczyło. Przed naszym domem panowała cisza. Straszna, koszmarna cisza. Przekleństwo każdego rodzica. Biegła tuż przed nami, a teraz NIGDZIE JEJ NIE BYŁO! Drzwi od wszystkich klatek pozamykane - gdzie mogła się schować? Przecież nie miała szansy przebiec całego budynku w ciągu dwóch sekund! Może chowa się przed nami za drzewem?
Tuś pobiegł za sąsiedni budynek - może nam umknęło, że skręciła? Ja z Królikiem na rękach zaczęłam biegać po podwórku, nawołując. Zaglądałam w każdy kąt, wołałam coraz głośniej. Cisza. Pobiegłam za budynek - może drugą stroną wróciła do samochodu? Nie! Nie ma jej! NIGDZIE JEJ NIE MA! Być może minęło już kilka minut, być może jeszcze nie - nie mam pojęcia, bo to trwało już całą wieczność! Z Franiem na rękach biegałam po całym podwórku i krzyczałam.
Tuś spotkał trójkę młodych ludzi. Zaczęli szukać razem z nami. Pojawił się jakiś starszy pan. Tłumaczy mi skąd przyszedł i że tam żadnej dziewczynki nie było.
- A ile ma lat?
- Yyyy... nie wiem, nie pamiętam... Trzy, tak, za miesiąc skończy trzy.
Przyszło mi do głowy, że może ktoś wpuścił ją do klatki i zaczęłam biec z powrotem przez długość całego budynku. Minęłam pana, który nagle zapytał mnie:
- Jakie miała buciki? Bo tu jakiś leży.
NIE! Nie mam pojęcia, jakie miała buciki! A zresztą - TO NIE JEST JEJ BUCIK! NIE JEJ!
Wparowałam do klatki, a tam... W mrocznej klatce, pod naszymi drzwiami stała przerażona, zapłakana Mysz...
Niestety nie popisałam się - najpierw najgłośniej, jak umiałam ryknęłam do Wojtka, że jest, znalazła się. Potem zaczęłam krzyczeć, żeby już nigdy, ale to NIGDY nie znikała nam z oczu. Mysz wpadła w zupełną rozpacz. Zaczęłam tulić i ją i przerażonego moim rykiem Królika. Poza naszym wielkim płaczem nic już nie było słychać na klatce.
- Czy to pani torby tam leżą? - starszy pan dotarł do naszej klatki.
- Słucham? A torby. Tak, chyba tak. Ale to nie szkodzi. - Tuś niósł te torby, ale gdy Mysz zniknęła, rzucił wszystko na ziemię i pobiegł, jak nam się wydawało, za nią.
- To może ja przyniosę?
- Nie, nie, dziękuję, to już nie ma znaczenia. - pan jednak też bardzo się cieszył i postanowił jakoś pomóc. Po chwili torby były już na schodach, a ja zauważyłam, że Franio nie ma jednego bucika. To jego bucik spadł gdy biegłam do klatki...
Tuś dotarł do nas, gdy tylko odnalazł tę trójkę szukających Natki młodych ludzi.
Teraz już wiemy, co się stało. Mysz nie byłaby w stanie otworzyć sobie ciężkich drzwi do klatki schodowej (nawet gdyby umiała posługiwać się kluczami albo kodem...) Tych kilka sekund, kiedy jej nie widzieliśmy, wystarczyło na to, żeby wpuściła ją do klatki jedna z sąsiadek (snujemy podejrzenia, która, niemniej są to tylko podejrzenia). Uprzejmość sąsiadki skończyła się jednak na wpuszczeniu niespełna trzyletniego dziecka na klatkę schodową - pani natychmiast ruszyła na górę i nie przyszło jej nawet do głowy, żeby poczekać, zapukać do nas, choćby zostawić otwarte drzwi do klatki. Biegaliśmy po okolicy jak oszalali, podczas gdy światło na klatce zgasło, a przerażona Mysz stała pod własnymi drzwiami i płakała.
Tak, wiem - to my jesteśmy jej rodzicami i to naszym zadaniem jest niespuszczanie jej z oka. Tych kilku sekund nie darujemy sobie prawdopodobnie do końca życia. Dlaczego więc mam ochotę rozszarpać tę bogu ducha winną sąsiadkę, która "przecież chciała tylko pomóc"? Ano dlatego:
- Pani nauczycielka mnie uwięziła w ciemności. I wtedy zgasło światło. I płakałam. I nie było was. Nie zostawiajcie mnie już. Mamo, nie krzycz na mnie już nigdy więcej. Pani nauczycielka uwięziła mnie. I było ciemno. I płakałam. I nie było taty i nie było mamy i nie było Frania.

Myszy celny argument

Natka przy obiedzie:
- Mamusiu, herbatkę.
- Dobrze kochanie, ale najpierw dokończ obiadek.
- Ale ja potrzebuję! Żeby mi umyła w środku ziemniaczki!
Za Mysią znajomość anatomii i fizjologii człowieka dziękujemy wydawnictwu Larousse i autorom książki Ciało: encyklopedia dla dzieci w wieku 6-9 lat (choć do ostatniej części tytułu mamy komentarz: też coś).

29.5.09

Nie ma jak życie

- Ech, nie ma to jak życie... - błogo westchnęła Mysz po trzecim żujku, ściągniętym ze stołu za pomocą samodzielnie podstawionego krzesełka. Nic tak nie smakuje jak zasłużony owoc własnej ciężkiej pracy. Z lekkim posmakiem zakazanego.